










nazwisko: Jezus Chrystus
tytuł: Pan i Zbawiciel
data i miejsce urodzenia:
Rok 0, Betlejem, Izrael
pochodzenie, Ojciec: Bóg, Stwórca Wszechświata;
Matka: Dziewica Maryja
tożsamość:
Bóg Prawdziwy
- po Ojcu,
Prawdziwy Człowiek
- po Matce.
Charakter: Łagodny, Cichy, Pokorny, Czuły, Litościwy, Miłosierny, Kochający, Wierny i Cierpliwy
Zawód: Zraniony Pasterz, nieustannie szukający swoich owiec
Misja: Ratowanie każdego, wzywającego pomocy
Dyżur: 24 h na dobę, odpowiada na każde wezwanie
Miejsce zamieszkania:
a) Aktualne miejsce pobytu: Kościół najbliższy miejscu,
w którym jesteś
b) Czasowe miejsce pobytu: Twoje serce. Pragnąłby uczynić z tego miejsca
miejsce pobytu stałego
(ale to zależy od ciebie
i twojej decyzji)
c) Miejsce stałego
zameldowania:
Królestwo Ojca.
Zarezerwował
tam miejsce
dla ciebie zanim się
urodziłeś .
Znaki szczególne: Torturowany (by nie pozwolić ci upaść), nosi ślady po gwoździach - na rękach i stopach,
ma przebite serce,
ale jest wciąż ŻYWY
Grupa krwi:
Uniwersalny Dawca,ale
całą krew ofiarował tobie,
byś miał życie wieczne w Królestwie Niebieskim
Wiza:
Do stałej, darmowej wizy
mają prawo w pierwszej kolejności:
zagubieni z marginesu, nędzarze, odrzuceni,
osoby cierpiące,
dzieci i starcy
Szczepienia:
Przeciw nienawiści,
przemocy, zemście,
zazdrości, rozwiązłości, niewierności,
pogardzie, rozpaczy, przeciw narkotykom, nałogom, zniewoleniom, trwodze i strachowi ...
Ważność: ponadczasowa, na wieczność...
Tekst pochodzi z: byc-jak-jezus.blog.onet.pl
Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko. Naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać. Panno chwalebna i błogosławiona, o Pani nasza, Orędowniczko nasza, Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza! Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, swojemu Synowi nas oddawaj.
Duchu Święty, Boże, który oświecasz serca i umysły nasze. Napełnij serce i umysł mój, darem mądrości, męstwa, rady, rozumu, wiedzy, pobożności i bojaźni
Bożej. Aby moje uczynki miłe były Bogu, aby były zgodne z Bożym planem, abym był dobrym świadectwem na chwałę Pana i w stosownym czasie dostąpił
Łaski
zbawienia.
... "Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmieci. Jak sam bronić ją będę jako Swej chwały" ...
... "Przeszłość moją, o Panie, polecam Twemu miłosierdziu. Teraźniejszość moją polecam Twojej miłości. A moją przyszłość oddaję w ręce Twojej Opatrzności" ...
..."Dziś powiedział mi Pan: otworzyłem Swe Serce jako żywe źródło Miłosierdzia, niech z niego czerpią wszystkie dusze życie, niech się zbliżą do tego morza Miłosierdzia z wielką ufnością." ...
..."Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje" ...
1 Kor 13,1-13
Sw. Juda Tadeusz
Moja poczta: hudsonproject@interia.pl
Pokładam wielką nadzieję w niezgłębionym miłosierdziu Bożym. Oto moje świadectwo na chwałę Jezusa Chrystusa. Boga, który w niepojętej tajemnicy odkupienia wydał się na śmierć za nas i zmartwychwstał w blasku wiecznej chwały, abyśmy mieli życie wieczne.
♫ Lament not for Me
o Mother, The choir of S.-Petersburg residence of Valaam monastery
♫ Psalm 104 ,
The choir of S.-Petersburg residence of Valaam monastery
♫ Kirie Eleison , Divna Ljubojević z płyty "Zivonosni istocnik" 1999 r.
♫ Jelici vo Hrista Krestistesja ,
Divna Ljubojević z płyty "Zivonosni istocnik" 1999 r.
Jak doszło do pierwszego świadomego spotkania z Bogiem
Mając lat 22 otrzymałem Łaskę nawrócenia. Wcześniej znałem Boga tylko z tradycji i „bo tak wypada”, bo taki naród, bo taka okolica, bo tak się urodziliśmy. Chrzciny, komunia, bierzmowanie niosły ze sobą ten sam ładunek emocjonalny co wyjazd na wakacje czy zakup samochodu. Po prostu wydarzenie, jakaś okoliczność. Byłem wierzący ale niewierzący. Albo inaczej: wierzący tylko nie wiadomo w co dokładnie.
Pewnego dnia spotkałem osoby, które mówiły o Chrystusie tak jakby On był gdzieś niedaleko. Zupełnie jak o kimś, kto zaraz się pojawi, przyjdzie, powie coś, poda rękę na przywitanie ... . Te osoby mówiły o Nim same dobre rzeczy. Było to bardzo dziwne. Przyglądałem im się z zaciekawieniem. W końcu zapytałem ich czy ja też mógłbym Go poznać. No i stało się. Kiedy "przyszedł" wszystko wywróciło się w moim życiu do góry nogami. Byłem wtedy w wojsku. A ludźmi, którzy przynieśli Słowo Boże byli moi koledzy z oddziału. Tak, właśnie tam, podczas odbywania służby wojskowej, spotkałem Chrystusa. Pojawił się mocny, pełen dobra, miłości, zrozumienia.
♫ Благослови душе моя Господи. Азеев.,
Хор церкви Св. Иоанна Предтечи (Чесменской). Регент Сергей Калинин
♫ The Cherubic Hymn
Vladimir Milosavljevic (1951)
choir of the First Belgrade Singers' Society, conductor: Vladimir Milosavljevic - Fantastyczny Hymn
♫ Prayer of Repentance (Ps. 6)
Vladimir Milosavljevic (1951)
choir of the First Belgrade Singers' Society, conductor: Vladimir Milosavljevic .
♫ Today salvation has come to the world - Let the heavens rejoice
Divna Ljubojevic and "Melodi" Choir.
Przemiana i upadek
Mój system wartości uległ całkowitemu przeobrażeniu i przewartościowaniu. Chrystus stał się moim idolem. Wzorem do naśladowania. Odnowiłem sakramenty i przyrzeczenia, których znaczenia wcześniej nie znałem. Nie do pomyślenia było teraz dla mnie opuszczenie świadome mszy św. w niedzielę. Do kościoła chodziłem z radością. Tam był Chrystus. Bóg żywy słowem i ciałem. Mój Bóg ! To był wspaniały czas.
Nie trwał długo. Około dwóch lat. Do czasu, kiedy drogi moje i moich przyjaciół rozeszły się zwykłą koleją rzeczy. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Nie mogę powiedzieć, że ją wtedy zmarnowałem. Faktem jednak jest, że tamta Łaska, którą otrzymałem rozmyła się i zapodziała mi gdzieś. Nie chciałem jej stracić ale straciłem ją. Nie potrafiłem pogodzić ze sobą dwóch różnych światów. Bożego i ziemskiego. Widziałem różnice, które wciąż się powiększały a nie dostrzegałem żadnej prostej drogi, która poprowadziłaby mnie w pobliże Boga. Dostrzegałem drogę trudną i miałem świadomość, że skoro nie ma tej łatwej to trzeba iść tą trudną. Ale to było jak wspinanie się pod coraz wyższą górę bez lin i czekanów. Owszem szukałem Boga. Modliłem się, chodziłem do kościoła. Uczestniczyłem aktywnie w życiu kościelnej wspólnoty. Jeździłem na spotkania oazowe. Próbowałem rozmawiać z innymi ludźmi, z księżmi. Ale było coraz bardziej stromo i stromo, aż wreszcie zatrzymałem się w miejscu. Nie dałem rady. Potem niezauważalnie zacząłem zsuwać się coraz niżej i niżej. "Ex nihil ab nihilo quam citorecidimus" (Jakże szybko z niczego pogrążamy się w nicość !)
♫ Wkusjitie i widitie...
♫ O Triebłażennoje Driewo...
Drugie nawrócenie
W zapomnieniu od Boga i przykazań przeżyłem aż 20 lat! Nie były to lata w zupełnym odwróceniu od instytucji Kościoła i wiary. Poznałem Boga i teraz już wiedziałem jaki On jest. Miewałem epizody nawrotów do wiary. Ale to były, krótkie chwile. Z którymi na ogół szybko przegrywałem. Jednak nadszedł czas, kiedy mój Bóg dał mi znać, że On wciąż istnieje. Jest tak samo dobry, miłosierny i mocny jak kiedyś. I stało się. Otrzymałem drugi dar Łaski Bożej. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłem ale tak jest. Chwała Panu Bogu, że przyszedł do mnie i wyciągnął za uszy z bagna ziemskiej nicości, blichtru, błahostek, świecidełek, namiętności i pożądania rzeczy których wartość ma datę ważności tylko do dnia śmierci ich właściciela.
Jestem przeszczęśliwy, że nie zapomniał o mnie. Ze nie skreślił mnie z listy wtedy, kiedy byłem zbyt słaby na wiarę. Nie ma większego daru jak Twój Bóg, który nie zapomina o Tobie, nieużytecznym grzeszniku, który do niczego nie jest mu potrzebny ale ratuje cię przed pewną zgubą, bo jest Bogiem. Otrzymałem wielką, wielką Łaskę ponownego przebywania w bliskości nadziei zbawienia !
Życie po nawróceniu
Modle się. Rano, wieczorem, w południe, w nocy, w pracy, w autobusie, w tramwaju, w samochodzie, na spacerze, podczas jazdy rowerem, kiedy idę chodnikiem na przystanek i z przystanku, kiedy stoję w korku. Tyle razy ile mogę klękam do modlitwy, żeby okazać szacunek Bogu. W czwartki chodzę do kościoła wieczorem, bo wtedy można w ciszy adorować wystawiony na widok ogólny Najświętszy Sakrament. Kiedy się modle oddycham powietrzem jakby z innej planety. Generalnie staram się być dla innych, choć nie jest to łatwe, bo ludzie różni są w charakterach a ja sam doskonały ie jestem. W „byciu dla innych” niedoścignionym wzorem moim jest Św. Paweł, który nie wyobrażał sobie nie głosić Chrystusa. Nie mam w szafie moherowego berecika. Nie jestem ortodoxem. Wciąż popełniam błędy, jak słaby człowiek. Wciąż się uczę poznawać Boga. Przeczytałem cały Nowy Testament. Strona po stronie. Litera po literze. Kilka encyklik Jana Pawała II, dokumenty Soboru Watykańskiego II (oczywiście nie wszystkie) a także encykliki obecnego papieża Benedykta XVI. Nieustannie myślę o moim Bogu. A to sprawia mi radość. Nie piszę tego, po to, żeby się chwalić. Sam z siebie nie byłbym w stanie tego robić. To Bóg mój daje mi siłę i sprawia, że modlitwa daje tyle nadziei i radości.
Jak pisze św. Paweł w liście do Galatów :..." nie daj Boże, bym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa "... .
♫ Postawisza tridiesjat srebrenikow...
♫ Zapriczasny Christos Woskresie
♫
Album: In Nativitate Domini. wyk. Marcin Bornus - Szczycinski i Bracia Dominikanie
Pochodzi ze źródeł dominikańskich na Święto Bożego Narodzenia i śpiewany jest przez braci z konwentu św. Trójcy w Krakowie. Kantor:
Marcin Bornus-Szczyciński, Marek Rojszyk OP. Nagranie powstało w dniach 24-26.10.00 w krużganku klasztoru oo. Dominikanów w Krakowie. Czas: 73 min.
Album wyczaiłem pod adresem :
Tutaj
Rewelacyjny jest utwór pt. "Te deum". Aby go odsłuchać trzeba ściągnąć całą płytę. Zdecydowanie warto !
Widzenia
Wraz z nawróceniem znów wróciły do mnie tzw. „widzenia”. Już jako małe dziecko „zapadałem się” w jakiś inny świat. Nie potrafię tego zdefiniować. Pamiętam tylko, że nie było to przyjemne. Potem miałem „widzenia” podczas pierwszego nawrócenia o którym wspomniałem wyżej. Teraz znów je mam. Jest to dla mnie kłopotliwe. Nie wiem co z tym zrobić i nie jestem pewien czy dobrze robię opisując je. Gdyby nie to, że te „widzenia” umacniają mnie w wierze a nie osłabiają jej pewnie bym się na to nie zdecydował. Jak każdy chrześcijanin zobowiązany jestem dać świadectwo Chrystusa i głosić jego Chwałę przy okazji pragnę ostrzec jak niebezpieczny jest dla ludzi szatan. Pisze to wszystko zatem w dobrej wierze. Ku chwale Boga Ojca. I tak niech to zostanie odczytane. Widzenia dzieją się podczas snu. Nagle sen rozgania się, przestaje być snem i zaczyna się „widzenie”. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Po prostu nagle sen przestaje być snem. Nie mam ciała. Jednak jestem istotą swoją „własną”?
Widzenie dobre 1
Jest chmurno. Wokół brązowa ziemia, bez roślin, niewysokie pagórki. Taka trochę jak po wykopie ziemnym i już nieco ubita ludzkimi stopami. Wydaje mi się, że jestem na terenie przykościelnym. Ale czy na pewno nie umiem tego potwierdzić. Nie jestem sam. Niedaleko, w odległości paru metrów dostrzegam innych mężczyzn. Ubrani są jak franciszkanie. W brązowe habity przepasane sznurem. Bose stopy, na stopach sandały. Nagle poruszenie. Wszyscy podbiegają do niewysokiego i nieregularnego płotu. Płot jest dość symboliczny w swoim znaczeniu. Wyciągają ręce przed siebie i krzyczą z radości albo wiwatują. Wąską ścieżką za płotem idzie kobieta. Nie jest w habicie ale kolor sukni ma bardzo podobny do franciszkańskiego. Włosy starannie przykryte pod chustą, która zasłania również uszy. Każdy koniecznie chce choć przez chwilę dotknąć owej postaci. Kobiecie nie towarzyszy żadne światło ale ma w sobie wielkie, nieprzebrane dobro. Przekonuje się o tym, kiedy sam mam okazję przez chwilę musnąć jej wyciągniętą nad niewysokim płotem dłoń. Nie miałbym na to szans ze względu na tłok. Ale jest jakoś tak, że Ona wypatruje swoimi bystrymi oczyma i tych co dalej stoją. Potem pozwala im podejść do siebie (nie zatrzymując się) tak, żeby nikt nie został pominięty. Ta chwila, to jedno muśniecie całkowicie wystarcza mi abym doświadczył niezwykłej darowanej miłości. Odchodzę na bok. Padam na kolana i zaczynam potwornie płakać. Ściskam dłonie i przygarniam do piersi. Jej muśnięcie jakby zostało mi w niewidzialnej postaci na palcach. Przeogromne szczęście. O Chryste, co to był za płacz ! Wielkie i niezmierzone dobro przeszyło mnie na wskroś. Każdy zakątek. Rzecz nie do opisania. Kiedy się obudziłem byłem jeszcze w szoku i nie bardzo wiedziałem w jakim świecie się znajduje. Moje ciało przez chwilę jeszcze nic nie ważyło. Nie wiem ile trwało samo widzenie. Poduszka wokół głowy była cała mokra jakby ktoś wylał na nią dzban wody. Musiałem płakać przez sen. Usiadłem zaskoczony na skraju łóżka i wtedy wróciło całe wspomnienie sprzed chwili. Znowu zacząłem ryczeć. Tym razem po ludzku. Z żalu za tamtym co widziałem i co czułem i że to się skończyło. Nie wiem, kogo widziałem. Jestem przekonany, że to była Maryja, matka mojego Boga. Ale nie chce zbluźnić. Jak ognia wystrzegam się tego, by uważać się za kogoś wyjątkowego czy wybranego. Chcąc nie chcąc stałbym się takim widząc matkę Boga. To jasne. A ja nie chce czuć się kimś więcej niż każdy z nas. Wciąż widzę obraz tej postaci. Szukałem zdjęć, które mogłyby naprowadzić mnie być może ja trop jakiejś świętej. Ale na razie nie znalazłem nikogo podobnie ubranego. Wewnętrznie przekonany jestem, że to była Maryja. Spotkał mnie zatem kolosalny niewyobrażalny zaszczyt. Pamiętam to spotkanie do dziś i raczej się nie zanosi bym miał je zapomnieć do śmierci. Po prostu się nie da.
♫ http://www.sfaturiortodoxe.ro
Pod tym adresem otworzy się okno wyboru. Szczególnie polecam utwory z zakładki AGNI PARTENE nr 1, 7 i 10
oraz zakładkę CHRYSTMAS HYMNS i EASTER RUSSIAN LITURGY (utwory nr 1, 4, 7, 9, 12, )
♫ Defte Lai - Divna Ljubojevic
♫ Aksion Estin & Kyrie Eleison - Divna Ljubojevic
♫ Voskresenije Hristovo Vidjevse - Divna Ljubojevic
Widzenie dobre 2
Zielona trawa. Znowu wdaje mi się, że może to być jakiś przykościelny teren ponieważ miejsce w którym jestem wygląda na cmentarz. A cmentarze często lokalizuje się w pobliżu świątyń. Cmentarz nie jest gęsto zastawiony pomnikami. Raczej rzadko. Chyba na wypłaszczonym zboczu jakiegoś wzniesienia, na którym może stać kościół. Tym razem nie mam na sobie franciszkańskiego habitu. Mam na sobie biały strój. Wydaje mi się, że mogę fruwać jak anioł. Ponownie nie odczuwam ciężaru swojego ciała. Na cmentarzu pośród niewysokiej zielonej trawy leżą porozbijane i porozrzucane fragmenty figur. Wszystkie są koloru białego. Jakby odlewy gipsowe. Kiedy natykam się na leżąca na ziemi rozbitą figurę Maryi podnoszę ją i przyciskam do klatki piersiowej jak najdroższy skarb. Klęczę tak i płaczę. Nie potrafię do końca określić przyczyny. Na początku było to niezrozumienie kto mógł uczynić tak wielką niegodziwość. Co ciekawe nie byłem zły na owych wandali, którzy to uczynili. (Nie potrafiłem odczuwać zła czy chęci zemsty) Był to szczery wielki, żal, że gdyby ludzie mieli świadomość kim jest Maryja i jak dobra jest dla ludzi nigdy by tego nie zrobili. Pobudka znów była szokiem. Zderzeniem tamtego nieziemskiego świata z szarą rzeczywistością. Nawet powietrze po przebudzeniu miało swoja wagę, której nie miało tam. Wydaje się, że jako ludzie w którymś setnym już pokoleniu od narodzin Chrystusa traktujemy go coraz bardziej jako fajną ale nierealną legendę. Tymczasem Chrystus jest wiecznie żywy a Jego matce należy się niezwykły szacunek, bo robi dla nas więcej niż możemy w małości swojej ogarnąć.
♫ Gospodi, pomilui,
Zhanna Bichevskaya and Gennadi Ponomaryov.
♫ Christos Anesti,
♫ Christos Voskres,
Alexander Malinin, music-Julia Donskaya, lyrics-Olga Kulanina.
♫ ХРИСТОС ВОСКРЕСЕ!
Русская духовная песня "Окиян-Море".
Создатели версии Егор Стрельников и Митя Кузнецов.
Nie płacz, nie płacz Maryjo ...
Twój syn Zmartwychwstał !
Inne widzenia dobre
Były też inne widzenia „dobre” w różnych okresach mojego życia. Ale niektórych nie pamiętam tak wyraźnie albo nie potrafię ich zinterpretować. Słyszałem też głosy po „tamtej” stronie. Bardzo przyjemne.
Widzenia złe
Jedne pamiętam bardziej inne mniej. Zawsze nasilały się wtedy, kiedy próbowałem zbliżyć się w wierze do Boga. A trzeba zaznaczyć, że nawet po „pierwszym” nawróceniu nie zawsze byłem blisko Boga. Były takie okresy, kiedy nie chodziłem do kościoła, nie uczestniczyłem we mszy św. nie korzystałem z sakramentów świętych. W tym z bardzo ważnego sakramentu spowiedzi. Zasada była prosta. Kiedy grzeszyłem miałem spokój, kiedy szukałem Boga zaraz miałem do czynienia z „jazdą po diabelskim bruku”. Nie było to dla mnie przyjemne. Konkluzja jest jedna. Człowiek w starciu z diabłem bez wsparcia Boga nie ma absolutnie żadnych szans. Podkreślam to stanowczo i jeszcze raz, absolutnie żadnych. To po prostu katastrofa. Przestajemy istnieć w mgnieniu oka. Na zawsze. Jedynym ratunkiem jest Łaska i miłosierdzie Boże. Za każdym razem, kiedy miałem do czynienia z diabłem (czy też z jego sługusami obdarzonymi diabelską mocą a może to jedno i to samo), nie umiem rozpoznać, jedynym ratunkiem była NATYCHMIASTOWA MODLITWA i wzywanie Boga na pomoc. Broń NIEZAWDONA. Demon zwalniał uścisk i uciekał jak poparzony. Doświadczenie takich spotkań jest jednak tak okropne, że teraz za każdym razem proszę Boga przed snem by chronił mnie przed demonami i nie chce mieć żadnych widzeń. Jeśli mój Bóg dopuścił na mnie widzenie demonów, ich nienawiści do ludzi i siły jaką dysponują, żeby mnie nastraszyć uczynił to SKUTECZNIE. Mam teraz potwornego cykora. Nie, żeby zły miałby mi coś zrobić, bo tu mnie Pan Bóg zawsze obroni. Źródło strachu znacznie większego tkwi gdzie indziej a mianowicie, że Bóg mógłby mnie nie zabrać do nieba, bo np. nie zasłużyłbym na to swoim życiem. Zupełnie nowego znaczenia nabrał dla mnie dar Bojaźni Bożej.
♫ Bogorodica - Divna Ljubojevic
♫ PSALOMNIK - Pavle Aksentijevic
♫ Ja izlezi Djurdjo - Pavle Aksentijevic i Zapis
( trochę z innej beczki, ale śliczne ).
♫
Ajde Jano kuću da ne damo Narodna pesma sa Kosova i Metohije
tekst i melodiju preradio Asim Sarvan
pevaju Asim Sarvan, Maja Ivanović, Nebojša Mastilović i sveštenik Goran Godić.
„Widzenia dla chętnych” tekst zmodyfikowany 2010-07-05
Tutaj chciałbym ostrzec wszystkich chętnych do zaaplikowania sobie „widzeń” na życzenie. Nawyk „widzeń” łatwo w sobie wykształcić. Chyba w każdej większej księgarni można znaleźć podręcznik do tzw. podróży astralnych. Krok po kroku jest opisane w nich co trzeba robić, żeby wyjść z ciała, lewitować, podróżować etc. Istnieją pseudo szkoły i pseudo kursy, które tego uczą. Dość często napotkać można też relacje z „tamtych” światów. Różne. Uważam jednak, że jest to niebezpieczne. To rodzaj pułapki z której bardzo trudno się wyplątać. Grozi to skutecznym oddaleniem od Boga. Takie mam odczucia. Tam jest świat "nie nasz". Rządzą nim niezrozumiałe siły. Na poparcie tego co piszę w tych samych księgarniach znaleźć można relację ludzi, którzy "wpakowali się" tam w niezły kanał i ledwo, ledwo z tego wyszli. Ich relacje były wstrząsające. Tą złudną pułapką sterował szatan. Dlatego nie chce mieć żadnych widzeń. Trochę mi żal tych „dobrych”, że mogą się już nie powtórzyć. Ale mój Bóg jest Bogiem Jedynym, Bogiem żywym. Jest w kościele w Eucharystii. W Ewangelii jako słowo żywe. Nie muszę śnić na jawie w świecie, którego zasad nie rozumiem. To co widziałem, opisałem. Jak dla mnie wystarczy. Jest jeden prawdziwy Bóg. Wcale nie trzeba śnić, żeby go zobaczyć.
♫ Salve Regina - Chant of the Templars
♫ Chrystus zmartwychwstan jest ! - To Dominikanie z Rzeszowa. Szkoda, że słaba jakość
♫♫♫ Литургия.ру ♫♫
♫
Bardzo duży zbiór przepięknej muzyki
Bóg ma plan
Wierzę, że tak właśnie jest. Wobec każdego z nas. Kwestią jest tylko czy chcemy w nim uczestniczyć. Czasem cel nie jest dobrze widoczny a zdarzenia zrozumiałe. Kiedy padam na twarz i nie mam siły się podnieść On cierpliwie czeka. Znosi moją słabość i niedoskonałość tam gdzie każdy inny poszedłby dalej z obrzydzeniem. Kiedy nie rozumiem, gniewam się, nie chce. On i tak czeka. Zawsze jest gotów by podać dłoń dłoni, która potrzebuje pomocy. Nie musiałby tego robić ale On jest Bogiem doskonałym. Ideałem miłości.
♫ Hristos Anesti Orthodox Music, Divna Ljubojevic
♫ .. tutaj dwa utwory w jednym ...
Aksion Estin oraz Kyrie Eleison
Divna Ljubojevic
♫Voice of an Angel - Orthodox Music (Manastir Ravanica)
Surowa Ewangelia
Wielokrotnie w ciągu życia podchodziłem do czytania Nowego Testamentu. Raz udawało mi się więcej przeczytać, raz mniej. Raz więcej zrozumieć, raz mniej. Zawsze miałem odczucie, że Jezus w swoich przykazaniach, nakazach i przypowieściach jest bardzo surowy. Na tyle surowy, że właściwie jakbym się nie starał i tak nie mam szans wejść do Królestwa Niebieskiego. Im dłużej czytałem tym mocniej brnąłem w to przeświadczenie. I zwyczajnie dopadało mnie zniechęcenie. Odkładałem pismo na półkę. Tęskniłem za „normalnością” Jezusa. Chciałem wiedzieć, jak wyglądał, co jadł, jaką miał barwę głosu. Czy był wysoki czy niski ? Brunet czy rudy ? W Ewangeliach mamy Boską istotę Chrystusa a gdzie ta człowiecza ? Z informacjami o Matce Bożej, było jeszcze gorzej. A tymczasem Kościół przedstawia ją nam jako osobę bardzo ważną. Pośredniczkę miedzy ludźmi a Bogiem.
Podczas drugiego nawrócenia chęć poznania słowa Bożego była tak silna, że przeczytałem cały Nowy testament. Od pierwszej do ostatniej kartki.
Bez krzty zniechęcenia. Potem trafiłem na objawienia Marii Valtorty (zaznaczam, że objawienia nie są oficjalnie uznane przez
Kościół. ..."W 1985 roku kardynał Ratzinger, prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, napisał w liście do kardynała Siri, arcybiskupa Genui:
"potwierdzam słuszność potępienia dzieła Marii Valtorty i uważam za niepożądane jego rozpowszechnianie dla uniknięcia szkód, jakie dzieło to mogłoby
wywołać u prostych ludzi." ... (ale z tej tęsknoty za Panem Bogiem przeczytałem co nieco). i Katarzyny Emmerich (uznane przez Kościół). Dowiedziałem się jak wyglądał Jezus,
Maryja, (pożegnanie z matką jest bardzo wzruszające) co mówił, gdzie chodził z kim rozmawiał. Wszystkim polecam. A co do surowości Ewangelii.
Czasem wystarczy mieć trochę więcej wiary.
♫ Agios o Theos (Hram Svetog Save)
♫ Agni Parthene (7:16 min) Simonopetra Monastery
♫Abwoon D'Bashmaya - The Lords Prayer in Aramaic, Chrześcijanie Syrii
♫ Agnimayanmaar malayalam qurbana song
Dlaczego alkohol jest do bani ?
Zawsze zastanawiałem się jaką wartość ma moja modlitwa, kiedy wcześniej wypiłem piwo albo dwa ? Tu zaznaczam, że nie odbiegam od normy i statystycznie plasuje się tam gdzie każdy nasz rodak. Ale wewnętrznie nie czuje się w porządku. Klękam przed Bogiem i proszę o Łaskę zbawienia a jestem na lekkiej bani. Gdyby założyć sytuację, że do szefa koncernu przychodzi nawalony pracownik i prosi, żeby nie wywalać go z roboty to właściwie jest już pozamiatane. Jednak czy to możliwe, żeby apostołowie przez 3 lata, kiedy chodzili z Chrystusem, nigdy nie zapomnieli się a potem modlili po spożyciu ? Nie wiem. Pewne jest, że alkohol wypacza postrzeganie rzeczywistości. Dlatego unikam go jak mogę. A jak już mi się zdarzy, to potem mam wyrzuty sumienia. Zwyczajnie cierpię. Doszło już do tego, że prawie zupełnie odpuściłem sobie browar w sobotni wieczór. Ten, który „należał się” po całym tygodniu ciężkiej pracy. Dlaczego ? Po to by mieć całkowicie czysty umysł i ciało na niedzielnej mszy świętej. Nienormalne ? Być może tylko z ziemskiego punktu widzenia. Dzięki temu „słyszę” co Bóg do mnie mówi. Taka asceza jest czasami bardzo trudna. Omija mnie większość imprez „charytatywnych” organizowanych celowo lub spontanicznie przez kumpli na rzecz podupadającej gałęzi przemysłu spirytusowego. Myślę, że wielu ludzi ma od czasu do czasu ochotę nawalić się jak koń i pognać galopem w stanie nirwany przez step prosto do muszli klozetowej, żeby tam wyrzygać cały tydzień. Warto się jednak powstrzymać. Żelazo hartuje się w ogniu.
♫ Dominikanie - powołaniowy (muz. Grammatik)
♫ "Salve Regina" Gregorian Chant
♫ "Dies Irae" (7:42) Gregorian Chant
Sierhiej Rachmaninov - divine liturgy
♫ Our Father
♫ Ave Maria
Dominus Jezus
W przedszkolu, o tej słusznej porze dnia w której to rodzice odbierają swoje pociechy do domu pani przedszkolanka przekrzykując hałas pyta: „Dzieci ! Dzieci ! Powiedzcie który tata jest najlepszy ?” Nawiązuje tym samym do aktualnie trwającego dnia ojca. I tu mały Antek rzuca się na szyje swemu ojcu i krzyczy: „Mój ! Mój jest najlepszy !”. Na co jeszcze mniejszy Jarek odpowiada: „A wcale, że nie ! Bo mój jest najlepszy !” Tylko mały Kazik udając samolot krzyczy: „Wszyscy tatusiowie są fajni !”. Towarzystwo spojrzało po sobie i pomyślało, że stary Kazika to musi go bardzo nowocześnie wychowywać. Czysty ekumenizm w tak młodym wieku ? Pani przedszkolanka widząc zdziwaczałą minę niedocenionego taty podejmuje jeszcze jedną próbę. „Dzieci a powiedzcie, który tata jest naj, najukochańszy ?” Antek i Jarek natychmiast wydzierają się, że to właśnie ich ojcowie spełniają warunek podany przez panią. I nie ma co do tego żadnej wątpliwości. A Kazik ? Kołuje swoim „samolotem” z rozpostartymi na boki rękami i sprzedaje komunikat: „Wszyscy tatusiowie są kochani.” W przedszkolnej szatni masakra. Tatusiowie rywale „w konkursie” wymieniają szelmowskie uśmiechy. Pani przedszkolanka przypomina sobie o włączonym żelazku a przysłuchująca się zajściu pani z opieki społecznej cichym głosem składa przez komórkę meldunek do centrali o tym iż mały Kazik nie wie kto jest jego ojcem ... . Powyższy pomysł na uzasadnienie Jedynej osoby, przez która można uzyskać zbawienie, czyli Chrystusa zaczerpnąłem z książek Szymona Hołowni "Monopol na zbawienie" i "Tabletki z krzyżykiem" (gorąco polecam obie pozycje). Tam jest oryginał w/w treści. Muszę przyznać, że przez długi czas miałem nielichy dylemat z tą JEDYNOŚCIĄ (bo co z innymi ludźmi w innej wierze ?), którzy nie zostali ochrzczeni (to warunek). Przykład Kazika jest jednak dość wymowny, nieprawdaż ?
Upokorzenie, cierpienie, wyszydzenie
Nie spotkałem w Ewangelii opisu tego co działo się z Chrystusem po Jego pojmaniu. Oprócz „ogólnych” wzmianek. Ogólne wzmianki, kiedy słyszy
się co dnia w wiadomościach, że ktoś kogoś pobił, okradł lub zmordował stają się coraz bardziej ogólne. Tak ogólne, że w końcu przestają robić wrażenie.
A przecież nie wszyscy czytają Ewangelie każdego dnia i to w dodatku pasję. Ogrom i bezmiar znieważenia widać dopiero w relacjach Katarzyny Emmerich. Rzecz absolutnie niewyobrażalna. Któż z dobrej woli, ze zwykłych ludzi mógłby to znieść ? Ponadnaturalne cierpienia fizyczne w połączeniu z jeszcze gorszym cierpieniem ducha.
I to kogoś, kto jednym słowem, jedną myślą mógłby wszystko przerwać. Uznać za niebyłe a wrogów w przepaść strącić. Czy już wiadomo dlaczego Bóg jest Bogiem ?
Po prostu nikogo innego nie stać na to co zrobił Jezus. Przyjął na siebie potworne upokorzenie. Niegodne królów a cóż dopiero Boga ! Ponieważ Chrystus
zgodził się być człowiekiem i cierpieć jak człowiek szatan postanowił zdemolować rękami ludzi Jego ciało. Sądził, że z bólu podda się i wyrzeknie miłości
do niewdzięcznych ludzi. Ale tak się nie stało. Śmierć Jezusa stała się zwycięstwem Boga.
Info o audio: proszę szukać w internecie relacji błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich dotyczące pojmania i Męki Pańskiej.
(dla osób wrażliwych na okrucieństwo zalecam wcześniejsze odpowiednie przygotowanie się.)
- tutaj cz.1 (nieaktywne) - ||
- cz.2 (nieaktywne)
Człowiek z natury ...
Człowiek słaby jest. Wiecznie popełnia błędy, całe mnóstwo. Gdyby mierzyć je "ziemskim" prawem dawno wypadłby z równania na podział dobrych od złych. Wiecznie zamotany, niestały w postanowieniach, łamiący przyrzeczenia. Łatwo ulega mniejszemu złu przyjmując je jako "lepsze" gorszego. Szybko się poddaje. Nienawykły do cierpienia, bo cierpienie nie leży w jego ziemskiej naturze. A świadome wymaga jego osobistej zgody. Kto zgodzi się dobrowolnie by za "free" wbijać mu gwoździe w ręce ? No więc, co z tym człowiekiem ? Dlaczego Bóg wybrał takie truchło na świadectwo swej chwały ? Nie mam pojęcia. Wielokrotnie doświadczam niedosytu z tytułu : bycia lepszym mężem, ojcem, pracownikiem czy kolegą. Widzę swoje braki i zawsze ogrania mnie wewnętrzny wstyd. Jestem jednak bardzo wdzięczny, że Bóg to zrobił, że dał mi nadzieję większą niż wszystko inne mi znane.
Spowiedź
Spowiedź to trudna rzecz. Przynajmniej dla mnie. Ale jest to bardzo ważny sakrament. Niewyobrażalnie ważny. Zdarzyło mi się wychodzić z konfesjonału ze łzami w oczach. Po pierwszym i drugim nawróceniu. Nie jestem w stanie powtórzyć co mówił spowiednik. Człowiek pamięta w zasadzie tylko jedno: "Przebaczam Ci w imię Jezusa Chrystusa ..." i czujesz wtedy jak wszystko brudne od ciebie odchodzi. Uwolnienie. Duchowe. Fizyczne. Namacalne uwolnienie. Nagle jesteś innym człowiekiem. Oczy odzyskują dawny blask. Innych widzisz inaczej. Sprawy widzisz inaczej. Owszem na początku trzeba pokonać wstyd. Swój własny. A szczególnie wtedy, kiedy spowiednik wypytuje o każdy najmniejszy szczegół, by dać ci szanse na to byś niczego nie zataił ani nie zapomniał. Trzeba pokonać brak odwagi i szatana, który mówi ci, że to takie "niemęskie" iść i wyznawać innemu facetowi, że nie przestrzegało się prawa Bożego. W dzisiejszym świecie to raczej niepopularne jak człowiek sam nie daje sobie rady z czymś. No tak. Tylko, że "dzisiejszy" świat jest światem ludzi. Nie Boga. A do nieba możemy wejść tylko poprzez Chrystusa. Kto do Niego nie przyjdzie, nie wjedzie tam.
Sprawa Judasza
Niektóre rzeczy nie są dla mnie łatwe. Bo co np. z takim Judaszem ? Gość w zasadzie został przeznaczony do "odstrzału" w momencie urodzenia. Wpisany został w odwieczny plan zbawienia jako ten, który wyda Chrystusa na smierć. Dlaczego akurat on ? Czy nie miał szans na Łaskę, która nie popchnęłaby go do tego tragicznego w skutkach kroku? To trochę dla mnie trudne. Hmmm ... Chyba, że ... Judasz wcale nie został wpisany w plan. Zostało wybranych 12 -stu apostołow a Chrystus nigdzie i nigdy nie wskazuje na osobę Judasza od początku jako na tego, który to zrobi. Dopiero z tej 12 -stki jakby wyłonił się "zdrajca". Znaczyłoby to, że Judasz na starcie miał takie same szanse jak inni "zdobyć" Łaskę lub stracić wszystko ... .
♫ Αγνή Παρθένε (Agni Parthene)
♫ Iznad greha i smrti - Grupa "Pirg"
♫ Spasi Boze ljude svoje
♫ Маријо Славна ... Ciebie sławią anieli ...
Gdy ktoś umiera ...
Gdy ktoś umiera, często słyszy się: "Pan Bóg zawezwał go do siebie", "tak było mu pisane", "wybiła jego godzina", etc. Można odnieść wrażenie, że za śmiercią delikwenta stoi sam Pan Bóg, który właśnie, postawił w niebie krzyżyk w odpowiedniej godzinie w konkretnej rubryce w niebiańskiej księdze życia. Idąc dalej tym tropem czy przypadkiem nie dojdziemy do wniosku, że ta śmierć została "nakazana" przez Boga ? Hmmmm ... ? A mnie się wydaje, że śmierć to nie jest sprawka Boga. Umieramy dlatego, że nasz organizm wyczerpuje się biologicznie. U jednych w wieku lat 20 u innych w wieku lat 100. Dlatego, że chorujemy, dlatego, że ulegamy wypadkom. Myślę, że w żadną z tych spraw nie jest zaangażowany Bóg. (oczywiście to są tylko moje przemyślenia) ale jak już tak sobie myślę to trudno mi dość przychodzi przyjąć za pewnik, że TEN, który pokonał śmierć używa jej teraz jako narzędzia powoływania ludzi w zaświat. Umieramy więc dlatego, że przyjęliśmy takie a nie inne warunki "gry" opuszczając raj (babcia Ewa nam to załatwiła). Zgodziliśmy się na umieranie z reguł "świata zwykłego". Na szczęście Bóg w tym "nieszczęściu" nie zostawia nas samych. Jednym tę śmierć odwleka, innym osładza a na umiłowanych czeka po drugiej stronie jak na dzieci, które zagubiły się ale zostały odnalezione.
♫ Грешный человече
Russian spiritual song
♫ Bogurodzica
Fantastyczna polska pieśń
♫ Bogurodzica
W innym wykonaniu
Zachwycony ISTOTĄ Boga ...
Rano przed pracą (czyli przed 8.15) chodzę do kościoła albo do Franciszkanów czyli do św. Antoniego przy placu Bankowym albo do św. Aleksandra na Placu trzech Krzyży. Wszystko zależy od czasu jakim dysponuję. U św. Antoniego jest pięknie ale żeby się do niego dostać muszę przerwać moją podróż tramwajem. Potem przejść 10 min. w jedną stronę piechotą (co grozi spóźnieniem do pracy ale co tam, wystarczająco dużo byłem tam już przed czasem). Jak wchodzę na dziedziniec kościoła ogrania mnie dreszcz emocji. Bo sam dziedziniec jest cudowny. Kiedy dotykam furty modlę się w duchu : "byle tylko nie była zamknięta !" ale u św. Antoniego nigdy nie jest zamknięta. Wchodzę do świątyni, klękam na posadzce, bo co jak co ale ławki to tam nie nadają się do klęczenia i myślę : "jak cudownie jest klęczeć przed moim Bogiem i uwielbiać jego miłosierdzie !!!" Bardzo lubię św. ojca Pio i zdaża mi się klęczeć przed jego obrazem. Potem siedzę w ławce i nie mówię nic. Zwyczajnie patrzę na ołtarz mojego Boga i jestem ZACHWYCONY Jego Istotą. Z żalem spoglądam na uciekające minuty. Nie chce mi się stamtąd wychodzić.
"Marcial" ... Legionista Chrystusa
Przypadek jest szczególny. Szeroko dyskutowany w mediach. Nie daje mi spokoju. Wysoki dostojnik kościoła, założyciel "legionistów" okazał się oszustem.
Potajemnie żył w związku małżeńskim z kobietą i miał z nią dzieci, które potem wykorzystywał seksualnie. Co za ohyda ! Człowiek, który na co dzień nosił
krzyż na piersi, odprawiał Eucharystie, miał być wzorem dla innych ... . W głowie się nie mieści. Przegrał jako sługa Kościoła i jako człowiek. To jedna
cześć medalu. Mnie jednak nurtuje pytanie (a myślę, że nie tylko mnie) dlaczego Bóg
nie poprzetrącał mu łap, kiedy dokonywał konsekracji Najświętszego Sakramentu ? Czyżby nie przeszkadzało mu, że zwyrodnialec dotyka najświętszego ciała
? Czyżby nie wiedział jakie konsekwencje będzie miała dla kościoła "podwójna działalność" Marciala ? Przecież teraz przeciwnicy kościoła dostali do rąk
"wspaniały" argument. A wahający się w wierze, będą wahać się jeszcze bardziej. Dlaczego Bóg nie interweniował ? Dobrowolnie zgodził się na "obniżenie"
notowań z "ludzkich miar". Dlaczego ???
Sam WIELKI Bóg dał się spoliczkować na krzyżu. Nikt i nic już tego nie przebije. Odkupienie dokonało się.
Każde kolejne przypadki wiarołomstwa, opluwania instytucji czy pedofilii w kościele,
to tylko szpilki przy gwoździach jakie kiedyś zostały wbite w najświętsze ciało.
Nic nie wpłynie z ludzkich miar samo z siebie na losy wiary czy instytucji Kościoła.
Myślę, że przez to zdarzenie (i inne podobne ) odbywa się oddzielanie ziarna od plew.
"Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie
ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy". J 10,27-30
Jak wygląda kuszenie ... czyli studium perfidium.
Przydałby się jakiś przykład. Hmmm ... . Może taki:
Masz jechać w niedzielę na giełdę kupić samochód. No ale to niedziela i wypadałoby pójść do kościoła na mszę św. Jest zgryz? Jest !
Rozpoczyna się analiza. Nie każdego dnia kupuje się samochód a msza jest co niedziela. Czy to będzie aż taki ciężki grzech raz opuścić? Przecież można
się potem wyspowiadać i będzie git!
Potem zaczynasz kalkulować różne inne warianty. Możesz np. pójść do kościoła w sobotę wieczorem zamiast w niedzielę. Kościół dopuszcza taką możliwość
pod warunkiem, że w niedzielę człowiek faktycznie nie może. A nie, że mu się nie chce. Co jeszcze ... ? Możesz założyć, ze zdążysz wrócić z giełdy i
pójdziesz do kościoła na msze. Mamy zatem rzecz dla katolika bardzo ważną, czyli mszę św. niedzielą, mamy konflikt z terminem zakupu auta i
minimum trzy wyjścia z tej sytuacji. Istnieje bardzo duże niebezpieczeństwo, że o ile nie założymy, że msza św. i spotkanie z Bogiem jest czymś absolutnie
najważniejszym, to polegniemy w swoich postanowieniach. Każdy z awaryjnych wariantów jest krokiem wstecz. Kończy się to tak: miałeś iść do kościoła
w sobotę wieczorem ale nie poszedłeś, bo to sobota wieczór i zwalili się nie zapowiedziani goście. Potem postanowiłeś, że jednak pójdziesz po powrocie
z giełdy ale zakup był udany i teraz trzeba go opić (domagają się tego twoi kumple, którzy pomagali w wyborze auta). No co zrobić? Myślisz sobie. Sam w
zasadzie nie pijesz ale oni faktycznie zrywali się rano dla ciebie, żeby ci pomóc. Stawiasz kolejkę. I jakoś tak czas ucieka, że już nie pozostaje
ci nic innego jak pamiętać, żeby się wyspowiadać (nieobecność na mszy św. to grzech ciężki). Najpierw postanawiasz zrobić to przy najbliższej okazji ale
w zasadzie Wielkanoc niedaleko. To może na Wielkanoc? I tak dalej i tak dalej ... .
Perfidia polega na tym, że mechanizm (trucizna) prawie nigdy nie działa wprost. Polecenie jest jedno: masz zostać odwiedziony od uczestnictwa
we mszy św. A w jaki sposób? Między innymi w taki jaki opisałem w powyższym przykładzie. Przykłady mogą być różne różniste. Tyle ile
życie potrafi wymyślić. Skutek ma być niedobry dla ciebie. Zauważ, że w kuszeniu występuje jako "argument" przeciw pójściu
na mszę, element pożądany (spowiedź). Bo przecież sam w sobie nie jest zły. To bardzo ważny sakrament.
Ale nie na zasadzie zapchaj dziury we własnym sumieniu! Zresztą jak w przykładzie mechanizm działa dalej tak samo. Odwiedziony od uczestnictwa we mszy św.
człowiek kuszony jest by nie iść do spowiedzi.
Tak długo i tak dalece aż nic mu nie zostanie.
Jakie jest z tej sytuacji wyjście? Ano jest jedno, odrzucać pokusę (czyli warianty) jak tylko zaczynają mącić nam w głowie. Bóg jest najważniejszy.
Cała reszta potem. I nie ma co się martwić na zapas:
"Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy." (Mt 6,25-34)
Nie z uczynków będziecie zbawieni 2010 - 07 - 04
To często słyszane powiedzenie wprawiało mnie niegdyś w duże zakłopotanie. Czy to znaczy, że mamy nie robić dobrych uczynków? Na pierwszy rzut oka tak mogłoby się wydawać ale w rzeczywistości nie o to chodzi. Dobre uczynki trzeba pielęgnować i wykonywać. To pewne. Ale do zbawienia potrzebna jest koniecznie Łaska Boża i Wiara w jedynego Boga, Ojca Wszechmogącego. Bez Łaski i bez wiary same uczynki nie zapewnią nam zbawienia. Będą świadczyć o tym, że jesteśmy dobrymi ludźmi ale tylko (albo aż) tyle i nic więcej. Dlaczego tak ? Dlatego, że wtedy łatwo byłoby wyznaczyć granice: pójście do Kościoła na mszę św. = 3 pkt., dobry uczynek = 2 pkt., spowiedź = 5 pkt. I tym sposobem każdy, kto zdobędzie 100 pkt., jest zbawiony.
Proszę zauważyć, że nie stosując punktacji za uczynki Bóg nie zamyka nieba nawet dla najtwardszych grzeszników. W chwili śmierci, z zerowym stanem punktów na koncie wciąż mają szanse na zbawienie z miłosierdzia Bożego. O ile będą potrafili prosić o nie.
Będą dwie "śmierci" (lub dwa życia) wg. św. Augustyna
Augustyn tak pisze: „Czas między śmiercią człowieka a powszechnym zmartwychwstaniem ciał dusze spędzają w oddzielnych ukrytych siedliskach według tego, na co sobie każda zasłużyła: na spoczynek czy na mękę". Lecz przez te ukryte siedliska nie można rozumieć nieba i piekła, ponieważ dusze już złączone z ciałami będą w nich także po powszechnym zmartwychwstaniu ciał. Nie miałoby zatem żadnego znaczenia wyodrębnianie czasu przed i po zmartwychwstaniu. A więc do dnia sądu nie będą ani w piekle, ani w raju.
Tekst pochodzi z http://www.katedra.uksw.edu.pl
Modlitwy do św. Ojca Pio
Święty Ojcze Pio, naznaczony świętymi znakami Męki naszego Zbawiciela, Ciebie wybrał Bóg, abyś w naszych czasach na nowo ukazał potęgę i cuda Bożej miłości. Bądź w niebie naszym patronem, a gdy wzywamy Twego potężnego wstawiennictwa u tronu Bożego Miłosierdzia, uproś nam przebaczenie grzechów, Łaskę zjednoczenia z Jezusem Chrystusem w Eucharystii i radość trwania w kościele świętym. Broń nas przed złym duchem, kieruj nasze kroki na drogę pokoju i naucz nas żyć w prawdzie i wolności dzieci Bożych. Amen.
Litania do św. Ojca Pio
Kyrie elejson. Chryste elejson. Kyrie elejson
Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas!
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami!
Synu Odkupicielu świata Boże, zmiłuj się nad nami!
Duchu Święty Boże, zmiłuj się za nami
Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami!
Święta Maryjo, módl się za nami!
Święty Ojcze Pio, miłośniku Krzyża Chrystusowego, módl się za nami!
Święty Ojcze Pio, z miłością noszący Rany Jezusa, wydzielające zapach fiołków,
Święty Ojcze Pio, ukochany synu naszej Matki, którą wysławiałeś najbardziej wśród stworzeń na niebie i na ziemi,
Święty Ojcze Pio, mistycznie przeżywający mękę Chrystusa w czasie sprawowania Najświętszej Eucharystii,
Święty Ojcze Pio, niestrudzony więźniu konfesjonału i powierniku grzeszników,
Święty Ojcze Pio, wierny przyjacielu potrzebujących,
Święty Ojcze Pio, niosący pomoc swym duchowym synom i córom,
Święty Ojcze Pio, wzorze życia duchowego,
Święty Ojcze Pio, niosący nadzieję pogrążonym w rozpaczy,
Święty Ojcze Pio, bezgranicznie ufający w Miłosierdzie i Miłość Bożą,
Święty Ojcze Pio, z pokorą i miłością znoszący ból i cierpienie charyzmatów,
Święty Ojcze Pio, pomagający Chrystusowi zbawiać grzeszników,
Święty Ojcze Pio, kapłanie zawierzenia Bogu,
Święty Ojcze Pio, miłośniku ubóstwa,
Święty Ojcze Pio, mężnie zwyciężający zakusy złego,
Święty Ojcze Pio, niestrudzenie Bogu powierzający wszystkich grzeszników świata,
Święty Ojcze Pio, trwający na dziękczynieniu po Mszy Świętej,
Święty Ojcze Pio, skarbnico duchowych owoców,
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami!
K. Módl się za nami, Święty Ojcze Pio,
W. Abyśmy się stali godnymi uproszonych łask.
Módlmy się: Boże, Ty sprawiłeś, że Święty Ojciec Pio żył w ubóstwie i pokorze, by w ten sposób upodobnić się do Twojego Syna, Jezusa Chrystusa; spraw, prosimy Cię, abyśmy postępując tą samą drogą, z jego pomocą naśladowali Twojego Syna i zjednoczyli się z Tobą w pełni wesela i miłości. Amen.
Racjonalny rozum i irracjonalna wiara wykluczają się czy współpracują ?
"Fides et ratio" (O RELACJACH MIĘDZY WIARĄ A ROZUMEM) to encyklika Jana Pawła II z roku 1998.09.14. Obecnie studiuję ten trudny dokument dlatego wątek ten będzie wielokrotnie jeszcze modyfikowany. Cóż mogę napisać na dziś ? Rozum kojarzy się z empirią, doświadczeniem, policzalnością, wymiarowością. 1+1=2! To jak przełożyć z wiary: nic + nic = wszystko? Pierwsze nic to jak nic nie posiadać (np. bracia zakonni). Drugie nic to jak nic nie znaczyć w hierarchii ziemskich tytułów (np. św. Teresa) A jednak nic + nic w obu przypadkach znaczy znacznie (wielokrotnie więcej!) niż policzalne i z wzorów udowodnione 100 + 100 albo milion + milion.
Idealny układ występuje wtedy kiedy rozum współpracuje z wiarą. Sam rozum bez wiary czemu służy ? Pomnażaniu majątku ? A jeśli nie majątku to czy nie przypadkiem sztuce dla sztuki? Wiem więcej, żeby jutro wiedzieć jeszcze więcej a pojutrze więcej niż wczoraj? Cóż wart jest sam rozum w obliczu śmierci? Jakie argumenty będzie miał "za" życiem wiecznym? Będzie żądał wzoru na zbawienie, który nie istnieje, bo Pan Bóg daje łask tak jak sam zechce. Na to Bogiem jest! Wiary trzeba, wiary, którą rozum wesprze w poznaniu prawdy. Zrównoważony rozwój i postęp możliwy jest jedynie we współpracy rozumu i wiary. Pisał o tym (o ile dobrze pamiętam) już Paweł VI "Populorum progressio" a obecnie Benedykt XVI w encyklice "Caritas in Veritate".
♫ Rodjenje Bogorodice
Rodi nam se Deva čista ... świetny utwór od "zorangrbic_from_YT"
♫ Dva Andjela setase
Dziś mamy 20 lipca. Znaczy się od 20 dni nie byłem w kościele przed rozpoczęciem pracy. Nie byłem, bo nie wyrabiam z czasem od kiedy mam zmienione godziny na wcześniejsze. To nie jest kwestia wcześniejszej pobudki. Dojeżdżam autem do stolicy spoza Warszawy. Mogę wstać wcześniej ale musiałbym zmobilizować do tego moją żonę i jeszcze inną osobę, która z nami jeździ. Nie umiem. Boję się, że kiedy powiem, że musimy wstać wcześniej, bo muszę zdążyć do kościoła to pomyślą, że jakiś "święty" jestem. No a przecież nie jestem. Bezsprzecznie brakuje mi jednak mszy porannych. A szczególnie komunii św. Tam gdzie Jezus żywy jest swoim świętym ciałem . Dziś wreszcie udało się! Spóźniłem się potem do pracy ale po prostu nie potrafiłem wyjść z kościoła. Widziałem, że czas mi ucieka ale nie byłem w kościele z rana już tak dawno, że nie mogłem z niego wyjść. Było mi bardzo szkoda rozstawać się z Jezusem. Wiem jednak, że On nie byłby zadowolony gdybym zaniedbywał swoje obowiązki. Jak sam powiedział: "Bogu oddawajcie co Boskie, cesarzowi co cesarskie" ... . Załamany jestem, że nie mogę uczestniczyć w komunii św. ale nie pozwalam sobie na "świętokradztwo" czyli wpadanie na mszę tylko w momencie kiedy kapłan rozdaje komunię. Albo msza od początku do końca albo wcale. W ten sposób okazuję szacunek Bogu, bo inaczej to tak jakby wpaść na randkę, na chwilę, żeby tylko skraść ukochanej pocałunek. A ja niczego kraść nie chce. Wydaje mi się, że znam marność swoją i że bez Niego (Chrystusa) nic stworzyć się nie da. Zaś z Nim można wszystko.
Nadzieja
..."Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną , ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego:«Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień».I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!» "... (J 8, 1-11)
♫ Andjeli pevaju_studio
link from "zorangrbic_from_YT"
Wolny wybór 2010 - 08 - 03
Zadałem sobie pytanie: czy człowiek może kiedykolwiek znaleźć się w sytuacji, kiedy nie ma, żadnego wyboru ? I wyszło mi na to, że taka chwila nie istnieje. Mogą istnieć co najwyżej wybory złe lub dobre ale zawsze coś można wybrać, coś zrobić lub nie zrobić, dokądś pójść lub zostać, coś powiedzieć lub nie powiedzieć. Ale co by było jednak, gdyby człowiek hipotetycznie miał jakoś ten wybór ograniczony. Ale nie czynnikami ludzkimi (np. koniecznością chodzenia do pracy, bo zawsze można powiedzieć, że się nie będzie chodzić, bo woli się paść z głodu). Musiałby być to czynnik stwórcy, który programowałby ludzi np. w niedzielę na wyłączne jego wielbienie.
Ale co z tego miałby stwórca? Wielkie stado manekinów od rana do wieczora spędzające czas na zaprogramowanym wielbieniu? Czy ten stwórca miałby z tego przyjemność ? Nie sądzę. A co z tego mieliby ludzie? Też nic, bo „zaprogramowani” nie posiadaliby żywej świadomości i nie znaliby znaczenia wykonywanej czynności.
Bóg stworzył nas zostawiając dar lub dla innych kajdan wolnego wyboru. Możesz stwórcy napluć do talerza ale możesz też iść i wielbić Jego chwałę.
Po co to napisałem? Aby obalić tezę, słyszaną tu ówdzie i od czasu do czasu, że „kościół pierze mózgi”. Już samo to, że nie musisz przyznawać mi racji oznacza, że posiadasz zdolność wolnego wyboru.
Wolna wola 2010 - 08 - 04
Aby dokonać wyboru, nawet najprostszego musi zaistnieć wola. Wola powodowana jest różnymi czynnikami. Mam wolę komuś pomóc, mam wolę komuś napsocić. Mam wolę uznać Chrystusa Zbawiciela za Pana, mam wolę nie myśleć o tym. A z czego zbudowana jest wola? Z posiadanej przez nas wiedzy. Wyniesionej z domu, ze szkoły, ze środowisk społecznych w których żyjemy. Również z uczuć, emocji. Znajdujące się w nas „informacje” w stosunku do sytuacji z którą przychodzi się nam zmierzyć stwarzają wolę. Kiedy jej obraz jest zdefiniowany dokonywany jest wybór. Czasem obraz woli może zostać zniekształcony poprzez alkohol, narkotyki, gniew, zazdrość, pożądanie, pychę itd., itd. Widać zatem jak ważne jest aby człowiek w swej istocie był jak najbardziej człowiekiem. Aby w pełni wykorzystywał posiadaną wiedzę, rozum, posiadane umiejętności, dobre cechy. Wtedy krystalizuję sie dobry obraz woli i podejmowane są właściwe wybory.
Ale czy na pewno ta wykrystalizowana przez nas wola jest tylko naszą wolą, pochodzącą z naszego wnętrza i znajdujących się w naszym mózgu informacji a sercu uczuć? Przecież istnieją siły znacznie potężniejsze od ludzi. Czy ich istnienie nie wpływa na kształtowanie naszej woli? Z definicji wynika , że Pan Bóg nie wpływa na kształtowanie naszej woli a przynajmniej nie bez naszej zgody. Koronnym argumentem „ZA” jest zgoda Maryi dziewicy na zostanie matką Jezusa. Bóg nie wybrał jej i nie powiedział: „Ty będziesz matką Boga”. Najpierw wysłał anioła Gabriela z misją i pytaniem. Otrzymał odpowiedź:
"Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa” (Łk 1,38).
Zatem dana nam wolna wola to „świętość” u Boga. Nie będzie ingerował w nasze życie dopóki sami nie wyrazimy zgody.
Co do szatana sprawa jest oczywista. Będzie zawsze wszelkimi możliwymi środkami (pokusy) wykrzywiał kształtowanie naszej woli, tak by skutek dokonanego wyboru był jak najgorszy dla nas.
Nie wzywaj imienia Boga bez powodu
Kiedy po imieninach u Heńka wsiądziemy podchmieleni do auta i odmówimy "Ojcze nasz", żeby policja nas nie złapała to raczej nie ma co liczyć na Boską interwencję w tej sprawie. Naważyliśmy piwa i to jest nasze piwo. Nikt za nas pił go nie będzie. Ponad dwa tysiące lat temu Chrystus odkupił nas od śmierci. Każdego z osobna i z każdej godziny. Reszta zależny już od nas.
Dlaczego dopuszczone jest zwątpienie?
Bo Bóg nie jest tyranem. Dał nam wolną wolę i wybór. Możemy zdobywać informacje, analizować za i przeciw, być pro i anty. Od nas samych zależy wiara lub brak wiary. Analiza argumentów "za i przeciw" siłą rzeczy naraża nas na pułapki zwątpienia. A tych mnóstwo jest! Tyle w temacie. Kto wytrwa wzmocni się.
♫ Chwała tobie Panie
Papa band - w trochę innym języku
♫ Papa band - Crveni plašt
♫ Papa band - Ohrabri se
♫ Papa band - Odlučio sam
Love parade ... czyli o tym czy odwrócona klepsydra wciąż jest tą samą klepsydrą.
Oto linki, które jak mi się wydaje wyczerpują temat:
..." Nauka Kościoła nie aprobuje uprawiania czynów homoseksualnych i traktuje je jako grzech. Opiera się przy tym na Piśmie Świętym, które przedstawia
akty homoseksualne jako zjawisko przeciwne naturze, bezwstyd i zboczenie. Są one przeciwne naturze, gdyż wykluczają możliwość powstania nowego życia.
Sprzeciwiają się w ten sposób Bogu, który w akt płciowy wpisał dar życia. Relacja dwóch mężczyzn czy dwóch kobiet nie łączy w sobie
płciowości i uczuć, które powinny wzajemnie się uzupełniać. Jest to możliwe tylko w miłości małżeńskiej mężczyzny i kobiety.
"...
link do całego tekstu - Homoseksualizm w świetle nauki Kościoła
I jeszcze jeden artykuł napisany jak się wydaje przez nawróconego homoseksualistę.
..." Jakie jest chrześcijańskie stanowisko wobec homoseksualizmu?
"Awantura" o Krzyż Warszawa, roku 2010, po tragedii Smoleńskiej
Czego bronią "obrońcy" krzyża?
Krzyża? Krzyż obroni się sam. Paradoksalnie wtedy, kiedy zostanie skradziony, zniszczony fizycznie istnieje nadal i to dwa razy większy i silniejszy. Ci zaś którzy dopuszczają się zniszczenia prędzej czy później otrzymują „zapłatę” proporcjonalnie do popełnionego czynu.
Najgorszym do zniesienia i przewidzenia jest znieważenie krzyża jako symbolu religijnego. Myślę, że tego nie zdzierżyłby żaden chrześcijanin i wtedy stanąłby w jego obronie. Tak samo jak np. płonącego (od niesprawnej instalacji) kościoła.
Czy na Krakowskim Przedmieściu zachodzi obawa znieważenia krzyża? Nie sadzę. Nawet ci, którzy przychodzą tam w "intencji" jego usunięcia nie mają takich planów.
Jaką rolę pełni zatem krzyż przed pałacem prezydenckim? Niestety wygląda na to, że jest zakładnikiem przekonań grupy ludzi. Narzędziem w sprawie „godnego” upamiętnienia tragedii smoleńskiej. Czy krzyż to właściwe narzędzie?
Niesmak budzi grupa „obrońców” „wymachująca” krzyżem dla osiągnięcia celu społecznego (skądinąd słusznego). Reprezentuje wiarę szaloną, nie uznającą zwierzchniej władzy kościoła. (patrz brak zgody „obrońców” na wydanie krzyża księżom ze św. Anny). Kogo zatem uznają za władzę zwierzchnią? To pytanie pozostaje już bez odpowiedzi.
Tylko Pan Bóg patrzy na to wszystko z politowaniem i zastanawia się ilu ludzi z przed i zza płotu stanie się na końcu „awantury” ludźmi „bardziej” a ilu „mniej”.
Z listu świętego Pawła Apostoła do Koryntian
..." Bracia: Niechaj się nikt nie łudzi. Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupi, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga. Zresztą jest napisane: „On udaremnia zamysły przebiegłych” lub także: „Wie Pan, że próżne są zamysły mędrców”. Niech się przeto nie chełpi nikt z powodu ludzi. Wszystko bowiem jest wasze: czy to Paweł, czy Apollos, czy Kefas; czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy to rzeczy teraźniejsze, czy przyszłe; wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus Boga. "...
Św. Franciszek z Asyżu o Bogu
..." Ty jesteś święty, Panie, jedyny Boże, Ty dokonujesz przedziwnych rzeczy, Ty jesteś mocny. Ty jesteś wielki. Ty jesteś najwyższy. Ty jesteś Królem wszechmocnym. Tyś Ojciec święty, Król nieba i ziemi... Ty jesteś dobrem, całym dobrem i najwyższym dobrem, Panie, Boże żywy i prawdziwy. Ty jesteś miłością i kochaniem. Tyś mądrością. Tyś pokorą i cierpliwością. W Tobie bezpieczeństwo. W Tobie pokój. Ty jesteś radością i weselem... Ty jesteś bogactwem i wystarczalnością. Tyś pięknością. Tyś łagodnością. Tyś jest opiekunem, stróżem i obrońcą. Ty jesteś mocą. Tyś orzeźwieniem. Tyś naszą nadzieją, naszą wiarą, naszą wielką słodyczą. Ty jesteś naszym wiecznym życiem, wielkim i przedziwnym Panem, Bogiem wszechmocnym i miłosiernym Zbawicielem. "...
„Nadzieja, która boi się ryzyka, nie jest żadną nadzieją.”
abp Helder Camara
Nie możecie służyć Bogu i Mamonie
Słyszałem dziś na mszy św. bardzo dobre kazanie. Oparte o "Przypowieść o nieuczciwym rządcy" (Łk 16,1-13) Chciałbym skupić się na jednym z wątków poruszonych przez księdza. A mianowicie na pokładaniu nieuzasadnionej wiary w różnego rodzaju amulety, przedmioty i zachowania dające złudzenie powodzenia, szczęścia i bezpieczeństwa. Ktoś kto przychodzi na ofiarę mszy św. a w domu na biurku trzyma "szczęśliwego słonia" albo "cudowną żabę" (do rozmnażania pieniędzy podobno) zagubił się. Ktoś kto prosi o wsparcie Boga w swoich sprawach a kupuje gazety żeby sprawdzić co szykuje mu los w horoskopie zagubił się. Ktoś kto przynosi dziecko do chrztu a u wózka pod kościołem uwiązał czerwoną kokardkę "na zły urok" zagubił się. Przykłady można by mnożyć. Dlaczego znając potęgę Boga co rusz budujemy na boku większego lub mniejszego "cielca"? No właśnie ... pytanie jest tak trudne, że ciężko znaleźć na nie dobrą odpowiedź. Może dlatego, że Bóg nie prowadzi w naszej ulubionej gazecie codziennej rubryki z "horoskopem" wyłącznie dla nas? I to wyłącznie takiej gdzie spotykają nas same wspaniałe rzeczy. Czyżbyśmy nie pamiętali, że istnieją Ewangelie? Hmmm ... Bezsprzecznie wszelkiego rodzaju amulety i zachowania, które dają złudzenie powodzenia to fałsz na który nie powinien pozwalać sobie chrześcijanin. Utrzymywanie świata złudzeń jest na rękę tylko i wyłącznie diabłu.
Zachować przykazanie nieskalane aż do przyjścia Chrystusa
..." Ty, o człowiecze Boży, podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością. Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne: do niego zostałeś powołany i o nim złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków. Nakazuję w obliczu Boga, który ożywia wszystko, i Chrystusa Jezusa, Tego, który złożył dobre wyznanie za Poncjusza Piłata, ażebyś zachował przykazanie nieskalane bez zarzutu aż do objawienia się naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Ukaże je we właściwym czasie błogosławiony i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, jedyny, mający nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną, którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć: Jemu cześć i moc wiekuista. Amen. "... Czytanie z pierwszego listu św. Pawła Apostoła do Tymoteusza (1 Tm 6,11-16)
Ziemia obiecana
..."zachować przykazanie nieskalane"... to cytat z powyższego tekstu. Przyoblekając je w ludzką skórę, należy zapytać w imię czego? Jedyne co mamy
to OBIETNICA. Przecież nikt z nas nie widział jak wygląda Królestwo Boże. Co tam jest? Atłasy, złote klamki? Obietnica mówi o pokonanej śmierci,
braku trosk, cierpienia, bólu. Czy rodziny ziemskie będą dalej rodzinami tam? Będą mieć ciała, ale jakie? Stare, młode? Czy będą duchami? Anioł jakiej
jest płci? Męskiej czy żeńskiej? Obietnica mówi o miejscu cudownym. Każdy z nas może choć trochę wymyślić sobie takiej miejsce. Tylko, że tamto
wymyślone przez Boga ma przekraczać wszelkie znane nam wyobrażenia. Do obietnicy dołączona jest nadzieja. I tego się trzymam. Bo jak nie Bóg i
Tam, to kto i gdzie?
W swoich snach "nie-snach" pewnego razu byłem bardzo blisko czegoś co określić można "centrum dobra". Przypłynąłem (dosłownie) skądś
z ciemności (to przykre, że z ciemności) tak jakbym przedzierał się spod ziemi poprzez korzenie drzew. Dotarłem do świetlistej ściany (membrany). Byłem "chyba zaskoczony" tym znaleziskiem.
Zaskoczenie bardzo szybko przerodziło się w zauroczenie i ciekawość a zaraz potem w przemożne pragnienie przekroczenia granicy z ciemności do
światła. Było to coś takiego jakbyś w ciemnym lesie pośród smolistej nocy trafił na polanę a na niej na gospodę w której gra muzyka i słychać
radosny śmiech weselników. Ściana od strony nocy nie raziła oczu ale "było wiadomo", że tam w środku jest mnóstwo bardzo jasnego światła i jest
... przyjemnie? Dobrze? Wspaniale? Wyciągnąłem dłoń, żeby tam przejść ale wtedy nagle pojawił się zły i zaczął ciągnąć mnie za rękę w przeciwną stronę
w ciemność .
Pamiętam, że nielicho się wtedy wystraszyłem. Chciałem obudzić, żonę, która spała obok ale nie mogłem. Kiedy zaczęło robić się niewesoło wezwałem
mojego anioła na pomoc i zły zaraz uciekł. Obudziłem się. Odmówiłem kilka modlitw i usnąłem ponownie. Niestety nie dane mi było zobaczyć
co jest "w centrum dobra". Hmmm ... .
Z jednej strony chciałbym tam wrócić i zobaczyć co tam jest ale z drugiej strony boje się kolejnego starcia ze złym. A przed nim nie daje się uciec, czy
choćby wcześniej go zauważyć i dać nogę przed niebezpieczeństwem, bo tam nie istnieje czas ani prędkość. Bóg zaś nie uznaje za stosowne przed
"zalogowaniem" dać mi anioła za stróża. Hmmm ... . Muszę też mieć na uwadze możliwe prowokacje i to, żeby nie uwierzyć w nic ponad to co sam Bóg objawił.
Choć nie wydaje mi się by zły był zdolny do wytarzania dobra. Jest jeden Bóg, Jezus Chrystus ! Zachowujcie przykazania nieskalane.
Jedna jest Ewangelia Chrystusa
..."Bracia:
Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty. Już przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas otrzymaliście, niech będzie przeklęty.
A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa.
Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim. Nie otrzymałem jej bowiem ani nie nauczyłem się od jakiegoś
człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus." (Ga 1,6-12)
Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie
..."Oto powstał jakiś uczony w Prawie i wysławiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”
Jezus mu odpowiedział: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”
On rzekł: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”.
Jezus rzekł do niego: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył”.
Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”
Jezus nawiązując do tego rzekł: „Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.
Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: «Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał».
Któryż z tych trzech okazał się według twego zdania bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”
On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”.
Jezus mu rzekł: „Idź i ty czyń podobnie”. (Łk 10,25-37)
Św. Paweł
Gość jest dla mnie całkowicie nieodgadniony. Z prześladowcy stał się IDEAŁEM wiary. Jak to możliwe?
..."Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił:..
Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? - powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić.
Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.
W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Ananiaszu! - przemówił do niego Pan w widzeniu. A on odrzekł: Jestem, Panie! A Pan do niego: Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli. (I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał). Panie - odpowiedział Ananiasz - słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia. Idź - odpowiedział mu Pan - bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia.
Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakarmiono, odzyskał siły." ... .
Panie Boże,
nie umiem wytrwać w tym, co mogłoby się Tobie podobać
dłużej niż sam pragnąłbym,
smutno mi, że zbyt często zdarza mi się uciekać w nicość,
wiedząc, że tylko Ty jesteś Pełnią życia,
nicość niczego nie pragnie, łatwa jest, niczego nie wymaga, nicość nicością jest,
pozwala stoczyć się na dno (w każdej postaci) i udaje, że jej to nie obchodzi,
wszystka wszystkich, suma ekonomiczna,
nicość bardzo wygodna jest,
można się napić, wyrzygać i wrócić do społeczności z legitymacją Człowieka,
za nicością, frywolnością zmysłów, delikatnie jak cień, stoi zły,
trudno to ogarnąć, bo zły jest jak wiatr bujający latem zasłoną przy otwartym oknie,
pięknie, pieknie, spać poszliśmy, okno otwarte, a burza przyszła ... .
napisane na początku jesieni
Mocowanie z klerem 2010-10-15
Coraz czesciej i zgrabniej daje się demolować kler w mediach za jego czyny lub ich brak. Swoją drogą w zachwyt wprawiają mnie osoby, które wytykają klerowi błąd za błedem. Uznają w ten sposób, że kler może być nieomylny ale nie potrafi. Chyba nawet ja nie mam takiej wiary (jako praktykujący katolik), że może być aż tak cudownie.
Come back
Z powodu zmian komunikacyjnych jakie spotkały mnie w ostatnim czasie (muszę teraz wstawać wcześniej, z pewnych względów, do pracy niż wstawałem dotychczas) otworzyła się przede mną szansa ponownego uczestnictwa we mszy św. porannej. Tudzież leje czy wieje, po wysiadce z tramwaju gnam do kościoła św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży. Nie udaje mi się zdążyć na początek mszy i muszę też wyjść przed jej końcem ale i tak jestem ... wniebowzięty. Lubię kontemplować Jego majestat, moc i potęgę. Człowiek jeśli tylko wyrazi wewnętrzną zgodę i pragnienie a z woli Bożej otrzyma łaskę wiary może zatracić się w wierze. Powtarzam się i powtarzać się będę. Jest jeden Bóg, Jezus Chrystus, współistotny Ojcu i Duchowi Świętemu. Jemu cześć i chwała!
Tajemnica czynu Chrystusa
Jest dla mnie przykrym zjawiskiem fakt, że tak niewiele osób chce zgłębiać Tajemnice Boga i że tym samym tak mało osób wierzy, że jakakolwiek tajemnica istnieje. Nie chodzi o to, by budować "wieżę babel" posiąść tajemnicę i zrównać się z Bogiem siłą i wiedzą. Chodzi o wzbudzenie zainteresowania czynem Chrystusa. Czynem, który w zasadzie nie jest dyskutowany, nie jest odkrywany, nie stara się go zrozumieć. A przecież waga tego czynu jest zdumiewająca!
Dylemat
Od kilku dni mam dylemat natury doktrynalnej. Nigdy nie mogę zdążyć na na rozpoczęcie mszy św. porannej na czas (jest to niemożliwe fizycznie). Wpadam do kościoła mniej więcej na koniec kazania, przed eucharystią stołu Pańskiego. Tymczasem ludzie, którzy przychodzą później niż ja, bez żadnych skrupułów przystępują do komunii św. Dotychczas uważałem, że to jest naganne zachowanie. Bo to tak jakby spóźnić się na umówione spotkanie a potem zjeść najlepsze ciastko na stole. Ale teraz zacząłem się zastanawiać ... . Jeśli moje dziecko spóźniłoby się na moje urodziny, to nie powiem mu "za karę nic jeść nie będziesz!" tylko sam dam mu najlepszy kęs ze stołu. Czy Pan Bóg ma podobne zdanie? Zdecydowanie potrzebna mi wykładnia i opinia osoby duchownej. Być na mszy św. i nie móc iść do komunii św. to niemiłe uczucie. To prawie tak jak być w pracy ale nie podpisać listy obecności. Czyli był ale ... nie był. A ja zdania nie zmieniłem. Wciąż pragnę być jak najbliżej Królestwa Niebieskiego. Przy ołtarzu, gdzie konsekrowana jest ofiara Chrystusa, to wymarzone Królestwo jest bardzo blisko.
♫ Agni Partene - Simonopetra Monastery
Po tylu latach poszukiwań i zajmowania się muzyką sacrum bezapelacyjnie stwierdzam, że ta wersja "Agni Parthene" /zresztą odkryta dawno temu/
jest zdecydowanie najlepsza. W podobnej wersji polecałem utwory w zakładce 'widzenia dobre 1' z linkiem
www.sfaturiortodoxe.ro
Zielone światło
Padło pytanie i otrzymałem w konfesionale odpowiedź. Stanowczą, nie pozostawiającą cienia złudzenia. Otworzyły się drzwi.
Poszedłem do stołu Pańskiego. Dar porannej Eucharystii stał się moim udziałem.
Chwała Panu Bogu na Wysokości.
♫ ΑΓΝΗ ΠΑΡΘΕΝΕ ΔΕΣΠΟΙΝΑ - AGNI PARTHENE DESPOINA - VIRGIN MARY
- Inna wersja Agni Partene
♫ Мари
;јо Славна
♫ Molitva Davidova
♫ Heruvimska pesma utwór wykonuje
Serbski chór Melodi. Wydaje mi się, że pośród głosów słychać Divnę Ljubojevic. Najczystszy wokal świata jaki w życiu słyszałem. Tudzież pewien nie
jestem ponieważ klasa wykonawców jest poza percepcją zwykłych śmiertelników.
♫ Heruvimska pesma (Cherubic Hymn) by Russian Bishop Jonathan
♫
Hor Canticum Novum - S. S. Mokranjac - II rukovet
Dlaczego poszukujemy?
Z domu Boga wyszliśmy i do domu Boga wrócimy. To nasz Stwórca (pomijam tu architekturę żebra i gliny na osobny temat).
Bóg zaszczepił w nas swój pierwiastek. Wszak stworzeni zostaliśmy na Jego obraz i podobieństwo.
Ten pierwiastek to tęsknota za czymś co czasem wydaje się niedookreślone a czasem jawi się jako chęć poznania Prawdy Egzystencjalnej.
Nawet wtedy, kiedy rozpisany zostanie już punkt po punkcie cały łańcuch DNA nasz rozum i tak "niedoogranie" owego pierwiastka. Tak mi się wydaje.
Odrzuci go jako niewytłumaczalny, wpędzi w sztywny dogmat ucinając nad nim dyskusje, wykrzywi i przeinaczy byleby tylko stał się wreszcie zrozumiały
i dał upragniony spokój. Czy zatem sukcesem mogą zakończyć się nasze ziemskie poszukiwania?
Nie wiem. Ale czyż nie byłoby pięknie z nieprzebranej tęsknoty, Bożej łaski, już tu na ziemi spojrzeć choć z daleka na Królestwo Niebieskie?
♫ Cherubic hymn composed by Serbian Composer Mokranjac
Stevan
♫ Serbian Orthodox Byzantine Chant. Ize Heruvimi
♫ Tijelo Hristovo
Świetnie zagrane ! written by Miodrag Govedarica performed by Madam Piano & Teodulija.
Ilekroć przejeżdżam obok Kościoła
spogladam z tęsknoty w Twoje okna, rano sprawdzam
czy spisz jeszcze a wieczorem czy spać poszedłeś już ... ,
W dzień szukam anioła na dachu, bo św. siostra Faustyna,
mówiła, że widziała ... ,
Ilekroć jestem u Ciebie,
rozglądam się za czymś wiecej niż symbolem, Ty na krzyzu,
Ty na obrazie, Ty w słowie Bozym, Ty w Eucharystii ... ,
Ale Ty zawsze jesteś gdzieś Tam, nieuchwytny,
mówią, że kogos ratujesz, że błogosławić poszedłeś, nauczać ...,
gdybyś tak raz zechciał po prostu obok przejść i okiem mrugnąć ...
... świat oszaleje.
popełnione z tęsknoty i bezczelności ludzkiej
Łagodność Chrystusa Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Tytusa
Najmilszy: Przypominaj wszystkim, że powinni podporządkować się zwierzchnim władzom, słuchać ich i okazywać gotowość do wszelkiego dobrego czynu: nikogo nie lżyć, unikać sporów, odznaczać się uprzejmością, okazywać każdemu człowiekowi wszelką łagodność. Niegdyś bowiem i my byliśmy nierozumni, oporni, błądzący, służyliśmy różnym żądzom i rozkoszom, żyjąc w złości i zawiści, godni obrzydzenia, pełni nienawiści jedni ku drugim. Gdy zaś ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi, nie dla uczynków sprawiedliwych, jakie zdziałaliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego. Tt 3,1-7
:) ... czyli o tym jak Boży plan może się ziścić tu i teraz
1) Jeszcze nie tak dawno nie mogłem uczestniczyć we mszy św. porannej w dni robocze (wrzesień - połowa października)
ze względu na takie a nie inne połączenie komunikacyjne.
2) Potem to się trochę zmieniło na lepsze ale spóźniałem się na mszę św. i wyjść musiałem przed końcem, żeby zdążyć do pracy.
(patrz; zakładka pt. "Come back")
3) Tęskniłem za komunią św. do której nie przystępowałem ponieważ wydawało mi się to delikatnie mówiąc nieładne. (czasem mogłem być na mszy św.
tylko parę minut). Ale tęsknota za Bogiem Żywym była tak duża, że poszedłem do konfesjonału i tam ksiądz rozwiał moje wątpliwości (pod pewnymi warunkami).
Zacząłem przystępować do komunii św. starając się jednak zdążyć jeszcze przed przeistoczeniem chleba i wina w krew i ciało Pańskie. (patrz; zakładka pt. "Dylemat" i "Zielone światło")
4) Niedługo trwało a ... teraz nie spóźniam się już na mszę św., biorę w niej pełny udział i nie wychodzę przed jej zakończeniem.
... aż boję się myśleć, że moja tęsknota za Bogiem spodobała się Panu Bogu i On to wszystko sprawił.
Jestem mu za to wdzięczny. Chwała Panu!
♫ PRESVETA BOGORODICA
"Ewangelium Vitae" ... O WARTOŚCI I NIENARUSZALNOŚCI ŻYCIA LUDZKIEGO
Skończyłem czytać kolejną encyklikę Jana Pawała II "Ewangelium Vitae". To trudny i ważny dokument.
Papież podejmuje próbę odbudowania znaczenia godnosci ludzkiej. Tej samej na którą w dzisiejszych czasach coraz trudniej się powoływać. Być może dlatego, że nie daje się materialnie wartosciować? Godność ludzka nierozerwalnie złaczona jest z prawem do życia i jego ochrony. Poruszony i wytłumaczony zostaje kontrowersyjny temat eutanazji i aborcji. Przy czym jednoznacznie okazuje się, że Kościół nie ma twarzy "ciemnogrodu" jaki lansowany jest w mediach. Kosciół wyraźnie wskazuje drogi poruszania się w tej skomplikowanej materii.
Encyklika wymaga maksymalnego skupienia na czytanym tekście. W zasadzie nie można przejsć do nastepnego rozdziału nie pozostawiając sobie czasu na ukształtowanie własnej opinii. Wszystkim szukącym żywego Słowa, prawdy i spokoju polecam lekturę tego dokumentu.
♫ Optina Pustinja
♫ Prosti moj Bože
♫ Ave Maris Stella
♫ Asperges Me -
"Kyrie : Canto cybernetice"
Takie jest moje świadectwo ... studiować należy ewangelie, pisma kościoła, listy, encykliki, dokumenty i inne
Bez tego nie da się być sługą Bożym. Zwyczajnie nie da się. Pamięć Kościoła nie wywodzi się z przekazu pokolenia na pokolenie. Pamięć Kościoła
wywodzi się z Ducha Świętego. Boga, który poprzez wieki trwale jedną
Ewangelie głosi wszystkim pokoleniom. Studiować należy wszystkie rzeczy Boże ! Kościół przetrwał to co miał przetrwać i Kościół przetrwa to co ma
przetrwać. Studiujcie wszystkie rzeczy Boże, żeby nie zgubić się w drodze.
--- edit ---
Studiowanie rzeczy nowych oprócz tego, że rodzi nowe pytania pozwala nam uniknąć pułapki... "niewiedzy niepokonalnej", to znaczy takiej, której sam podmiot
nie jest świadom i od której nie może się o własnych siłach uwolnić. W przypadku gdy ta niepokonana wiedza nie jest zawiniona, sumienie - jak przypomina
Sobór - nie traci swej godności, ponieważ nawet gdy kieruje naszym postępowaniem w sposób faktycznie niegodny z obiektywnym porządkiem moralnym, nie
przestaje przemawiać w imieniu owej prawdy o dobru, której człowiek ma szczerze poszukiwać".
"gdy człowiek niewiele dba o poszukiwanie prawdy i dobra, a sumienie z nawyku do grzechu powoli ulega niemal zaślepieniu" ...,
na to właśnie niebezpieczeństwo zniekształceń sumienia, zwraca uwagę Jezus gdy napomina" Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz
jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jesli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność.
(Mt 6, 22-23)
(całość cytatu z Encykliki "Veritatis Splendor" JPII)
"Veritatis Splendor" o niektórych podstawowych problemach nauczania moralnego Kościoła. JPII, 1993r.
Niestety poniosłem intelektualna porażkę. Tylko niektóre fragmenty jestem w stanie okiełznać swoim małym rozumkiem. O ile encyklika "Evangelium Vitae"
wymagała ode mnie dużej koncentracji i udało mi się ją zinterpretować. O tyle "Veritatis Splendor" położyła mnie na łopatki.
♫ Hildegard von BINGEN - Ave generosa
♫ Hildegard von BINGEN - BENEDICTUS ES DOMINE
♫ Hildegard von BINGEN - O pastor animarum
♫ Hildegard von BINGEN - Veni Creator Spiritus
♫ Hildegard von BINGEN - O tu illustrata
♫ Hildegard von BINGEN - O magne pater
♫ Hildegard von BINGEN - Spiritus sanctus
♫ Hildegard von BINGEN - From: "Ordo virtutum"
♫ by Serbian composer Kosta Manojlovic - Tebe pojem
♫ by Dobri Hristov (1875 -1941) - Tebe pojem
Wizje piekła źródło: http://www.traditia.fora.pl
Św. Faustyna pisze: "Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugą - ustawiczny wyrzut sumienia; trzecią - nigdy się już ten los nie zmieni; czwartą męką jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piątą męką jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność, widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka - jest ustawiczne towarzystwo szatana: siódma męka - jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to nie jest koniec mąk. Są męki dla dusz poszczególne, które są mękami zmysłów: każda dusza, czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie, jak tam jest. Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. (...) Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego musieli mi być posłuszni. To, com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem" (Dzienniczek, 741).
Bł. Katarzyna opisując zstąpienie Pana Jezusa do otchłani, przekazała nam także wizję nieba i piekła.
Wreszcie zbliżył się Jezus do jądra tej przepaści, do samego piekła, które wydawało mi się kształtem jako ogromna, nieprzejrzana okiem budowa skalna, straszna, czarna, połyskująca metalicznym blaskiem; wejścia strzegły olbrzymie, straszne bramy, opatrzone mnóstwem rygli i zamków, widokiem swym wzbudzające dreszcz i trwogę. Za zbliżeniem się Jezusa dał się słyszeć ryk potężny i okrzyk trwogi, bramy rozwarły się na oścież i ukazała się przepaść, pełna ohydy, ciemności i okropności.
Jak mieszkania błogosławionych, świętych, przedstawiają mi się w widzeniach pod postacią niebiańskiej Jerozolimy, jako miasto olbrzymie o różnorodnych pałacach i ogrodach, zapełnionych cudownymi owocami i kwiatami różnych gatunków, stosownie do niezliczonych warunków i odmian szczęśliwości, tak i to piekło przedstawiało się mym oczom w formie odrębnego świata, stanowiącego całość, pod postacią różnorodnych budowli, obszarów i pól. Ale tu źródłem wszystkiego było przeciwieństwo szczęśliwości, wieczna męka i udręczenie.
Jak tam, w siedzibie szczęśliwości, wszystko zdawało się być ugruntowane na prawidłach wiecznego pokoju, wiecznej harmonii i zadośćuczynienia, tak tu opierało się wszystko na rozstroju i rozdźwięku wiecznego gniewu, rozdwojenia i zwątpienia. Tam widziałam najróżnorodniejsze przybytki radości i uwielbienia, przeźrocza, niewypowiedzianie piękne, tu zaś niezliczone, różnorodne, ponure więzienia i jaskinie męki, przekleństwa, zwątpienia.
Tam widziałam najcudowniejsze ogrody, pełne owoców Boskiego pokrzepienia, a tu najszkaradniejsze puszcze i bagniska, pełne udręczenia, męki i wszystkiego, co tylko może wzbudzić wstręt, obrzydzenie i przerażenie. Pełno tu było przybytków, ołtarzy, zamków, tronów, ogrodów, mórz i rzek przekleństwa, nienawiści, ohydy, zwątpienia, zamętu, męki i udręczenia, w przeciwieństwie do niebiańskich przybytków błogosławieństwa, miłości, jedności, radości i szczęśliwości.
Tu panowała wieczna, rozdzierająca niejedność potępionych, jak tam wieczna, błoga harmonia i zgodność Świętych. Wszystkie zarodki przewrotności i fałszu przedstawione tu były przez niezliczone zjawiska i narzędzia męki i udręczenia; nic tu nie było prawidłowego, żadna myśl nie przynosiła ukojenia, panowała tylko wszechwładnie groźna myśl Boskiej sprawiedliwości, przywodząca każdemu z potępionych na pamięć, że te męki, tu ponoszone, są owocem winy, powstałym z nasienia grzechów, popełnionych na ziemi. Wszystkie straszne męki odpowiadały co do swej istoty, sposobu i mocy grzechom popełnionym, były tym gadem, który grzesznicy wyhodowali na swym łonie, a który teraz przeciw nim się zwracał.
Widziałam straszną jakąś budowlę o licznych kolumnadach, obliczoną na wzbudzanie strachu i trwogi, jak w królestwie Bożym - dla spokoju i wytchnienia. Wszystko to rozumie się, gdy się widzi, ale słowami nie jest człowiek mocen to wypowiedzieć.
Gdy aniołowie otworzyli bramy piekielne, ujrzałam jakiś zamęt ohydy, przekleństw, łajań, wycia i jęków. Jezus przemówił coś do duszy Judasza, tu
zamkniętej, a aniołowie mocą Bożą całe tłumy złych duchów obalali na ziemię. Wszyscy czarci musieli uczcić i uznać Jezusa, co było dla nich
najstraszniejszą męką.”
Tertulian pisał tak: "Szatan nie może tego ścierpieć, że słudzy Chrystusa będą sądzić jego i jego współaniołów. Dlatego przypuszcza na nich szturm i oblega ich, próbując, czy nie uda mu się zaślepić ich oczu cielesnymi pożądliwościami, uwikłać serca w światowe rozkosze, pogrzebać ich wiary w gruzach lęku przed względem ludzkim lub przewrotnymi naukami zwieść ich na manowce".
U św. Augustyna czytamy: "Diabeł podobny jest do psa na uwięzi; nie może on nikogo ugryźć, chyba że ktoś lekkomyślnie i zuchwale zbliży się do niego". Dlatego zapamiętajmy sobie dobrze tę zasadę: "Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was" (Jk 4, 7).
Jałomużna
... „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili” ... (Mt 25,40).
♫ Podhale dla Papieża - życzymy, życzymy
Kształtowanie osobowości
Człowiek młody, po szkole, (lub bez szkoły), który próbuje wejść w dorosłe życie (swoje własne) ma bardzo wiele problemów do rozstrzygnięcia. Musi (nie musi?) założyć rodzinę. Jeśli się zdecyduje (a kiedyś się zdecyduje) musi zabezpieczyć jej byt w postaci lokalu, ogrzewania, miejsca do spania, pokarmu, ubrania, źródła stałego dochodu. Pisze tu i teraz (krótko) wyłącznie o sprawach egzystencjalnych. A co ze sprawami wiary, ducha i zbawienia? Kto kształtuje opinię tego młodego człowieka jeśli nie ma rodziny, rodziców, opiekunów i zdany jest na swój własny osąd spraw? Panie, Panie Boże mój proszę o łaskę wiary, dar Ducha Św. dla tych wszystkich, którzy będą tego potrzebować. Zrezygnowanym, smutnym, niewytrwałym, zawiedzionym daj się poznać w dobroci swojej.
Logowanie
Zdarzyło mi się "logowanie". W poniedziałek. Raczej się go nie spodziewałem. Bo przypominam, że nie chce "logowań" i świadomie nie dążę do ich wywołania. Po kilku sekundach wezwałem swojego Anioła stróża na pomoc i zaraz wszystko ustało. Dla tych, którzy nieuważnie czytają przypominam, że Pan Bóg dał mi możliwość "spotkania" złego "po tamtej stronie". Fatalna sprawa. Mówię. Nawet jeśli nie chce się wam wypełniać prawa, chodzić do kościoła, przyjmować sakramentów świętych, to wiejcie ile sił w nogach do domu Pana Boga, bo inaczej ... marnizna straszna.
Redemptoris Missio encyklika J.P II o stałej aktualności posłania misyjnego
Encyklikę czyta się zrozumiale i gładko. Jest to zupełne przeciwieństwo "Veritatis Splendor". Podsumowując, Kościół nie może się nie rozwijać, nie może nie być aktywny, nie może nie uczestniczyć w życiu publicznym, nie może udawać, że jest tylko dla antykwarystów. Taka postawa zwyczajnie przeczy Jego ustanowieniu. (Proszę prześledzić działalność misyjną św. Pawła). Misja ewangelizacyjna Kościoła dla tych, którzy nie znają Boga jest wciąż aktualna. Kto ma im go zanieść jeśli nie misjonarze? (poza Kościołem nie ma alternatywy). Czasem wydaje się, że misja ta jest w dzisiejszych czasach bardziej aktualna niż wcześniej. I nie mam tu wcale na myśli plemion "dzikich" ale nas. Tu i teraz. Dla pragnących zgłębić wiedzę polecam do poczytania box poniżej o Deklaracji wolności religijnej.
Deklaracja o wolności religijnej dokument Soboru Watykańskiego II
Polecam przeczytanie tego dokumentu (nie jest długi) tym wszystkim, którym ością w gardle wciąż stoją wyprawy krzyżowe i przez ich
pryzmat postrzegają współczesną ewngelizację. Oto tylko niektóre fragmenty.
...."Obecny Sobór Watykański oświadcza, iż osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej. Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie
powinni być wolni
od przymusu ze strony, czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek wladzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano
do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym lub w łaczności
z innymi, byle w godziwym interesie"...
i dalej ...
..."Jednym z zasadniczych punktów nauki katolickiej, zawartym w słowie Bożym i nieustannie głoszonym przez Ojców, jest zdanie, że człowiek powinien
dobrowolnie odpowiedzieć Bogu wiarą; nikogo więc wbrew jego woli nie wolno do przyjęcia wiary przymuszać. Z własnej swej bowiem natury akt wiary ma
charakter dobrowolny, gdyż człowiek, odkupiony przez Chrystusa Zbawiciela i powołany przez Jezusa Chrystusa do przybranego synostwa, może sobie oddać
objawiającemu się Bogu tylko wtedy, jeśli pociągany przez Ojca okazuje Bogu rozumne i wolne posłuszeństwo wiary. Z całą więc istotą wiary jest jak
najpełniej zgodne, aby w sprawach religijnych wykluczony był jakikolwiek rodzaj przymusu ze strony ludzi. Dlatego też zasada wolności religijnej w
znaczny sposób przyczynia się do takiego pomyślnego układu stosunków, w którym ludzie mogą być bez przeszkód zachęcani do przyjęcia wiary
chrześcijańskiej, dobrowolnie ją przyjmować i całym swoim życiem czynnie ją wyznawać."...
/DEKLARACJA O WOLNOŚCI RELIGIJNEJ/
Oeconomia Divina Czesław Miłosz
Nie myślałem, że żyć będę w tak osobliwej chwili.
Kiedy Bóg skalnych wyżyn i gromów,
Bóg Zastępów, kyrios Sabaoth,
Najdotkliwiej upokorzy ludzi,
Pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną,
Im pozostawiając wnioski i nie mówiąc nic.
Było to widowisko niepodobne, zaiste,
Do wiekowego cyklu królewskich tragedii.
Drogom na betonowych słupach, miastom ze szkła i żeliwa,
Lotniskom rozleglejszym niż plemienne państwa
Nagle zabrakło zasady i rozpadły się.
Nie we śnie ani na jawie, bo sobie odjęte
Trwały jak trwa to tylko, co trwać nie powinno.
Z drzew, polnych kamieni, nawet cytryn na stole
Uciekła materialność i widmo ich
Okazywało się pustką, dymem na kliszy.
Wydziedziczona z przedmiotów mrowiła się przestrzeń.
Wszędzie było nigdzie i nigdzie, wszędzie.
Litery ksiąg srebrniały, chwiały się i nikły.
Ręka nie mogła nakreślić znaku palmy, znaku rzeki, ni znaku ibisa.
Wrzawą wielu języków ogłoszono śmiertelność mowy.
Zabroniona była skarga, bo skarżyła się samej sobie.
Ludzie, dotknięci niezrozumiałą udręką,
Zrzucali suknie na placach żeby sądu wzywała ich nagość.
Ale na próżno tęsknili do grozy, litości i gniewu.
Za mało uzasadnione
Były praca i odpoczynek I twarz i włosy i biodra
I jakiekolwiek istnienie.
Koniec roku 2010
To był dobry rok. W całości poświęcony Panu Bogu. Przestałem już dawno liczyć modlitwy, ile razy brałem udział we mszy świętej, ile razy przystępowałem do Komunii św, ile czego przeczytałem. Po prostu pogubiłem się. Nie w tym, rzecz. Najważniejsze że zmieniam się pod wpływem nauk mojego mistrza Jezusa Chrystusa, pod wpływem Łask Bożych, natchnień Ducha Św., w jak mi się wydaje dobrego człowieka, który ma szanse być dobrym świadectwem na chwałę Boga Wiekuistego i Żywego. Czego pragnąć więcej? Te zmiany jak dla mnie wciąż zachodzą zbyt wolno, (ile razy w kołko można doświadczać swej nieudolności i marności?)ale jak mniemam tak właśnie jest dobrze i tak jest właściwie. Powierzyłem swój los cały w ręce Pańskie.
Trójca Święta dogmat z którym jest problem?
Nowy rok 2011 zaczynam od dogmatu Trójcy Świętej. Zdarza mi się słyszeć, że są problemy z jego rozumieniem.
Zapis z Wikipedii z którym trudno mi się nie zgodzić brzmi:
... "Trójca Święta – dogmatyczne określenie w chrześcijaństwie, stwierdzające, że Bóg jest Bogiem Troistym, istnieje jako trzy Osoby "...,
..."pozostając jednocześnie jednym Bytem. Wszystkie trzy Osoby są rozumiane jako mające tę samą jedną istotę czyli naturę,"...
z katechizmu Kościoła Katolickiego:
...Nie wyznajemy trzech bogów, ale jednego Boga w trzech Osobach: "Trójcę współistotną".
Osoby Boskie nie dzielą między siebie jedynej Boskości, ale każda z nich jest całym Bogiem: "Ojciec jest tym samym, co Syn, Syn tym samym,
co Ojciec, Duch Święty tym samym, co Ojciec i Syn, to znaczy jednym Bogiem co do natury"...
I szczerze mówiąc nie rozumiem, czego tu można nie rozumieć ... . Trzy pochodnie związane w jednym ogniu.
Nie znam żadnej innej, widzialnej bądź niewidzialnej
materialnej bądź niematerialnej
wartości wyższej ponad wartość Boga Żywego
"Bóg, życie i twórczość" autor: Szymon Hołownia
Przeczytałem kolejną książkę pana Szymona, tak jak w tytule box`a. (Wcześniejsze pozycje to "Tabletki z krzyżykiem" oraz "Monopol na zbawienie", wspominałem wcześniej o nich). Ta lektura to czysta przyjemność. To na jej kartach natrafiłem na wiersz Czesława Miłosza "Oeconomia Divina" prezentowany wcześniej. Książkę należy zdecydowanie polecić wszystkim szukającym w szerokim słowa tego znaczeniu treści, która wypełni i nada sens życiu. Nawet jeśli nie do końca ten czy ów jest przekonany, że musi znaleźć Boga, to po lekturze książek pana Szymona dowie się, że niczego innego poza Panem Bogiem szukać nie warto.
Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrzescijańskich dokument Soboru Watykańskiego II
..."Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych (innych niż chrześcijaństwo przyp. mój)
prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania
i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi. Głosi zaś i obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa, który jest "drogą, prawdą i życiem" (J 14,6), w którym ludzie znajdują pełnię życia religijnego i w którym Bóg wszystko z sobą pojednał.
Przeto wzywa synów swoich, aby z roztropnością i miłością przez rozmowy i współpracę z wyznawcami innych religii, dając świadectwo wiary i życia chrześcijańskiego, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości społeczno-kulturalne, które u tamtych się znajdują. "...
i dalej ...
..."Toteż Kościół odrzuca jako obcą duchowi Chrystusowemu wszelką dyskryminację czy prześladowanie stosowane ze względu na rasę czy kolor skóry, na pochodzenie społeczne czy religię. Dlatego też święty Sobór, idąc śladami świętych Apostołów Piotra i Pawła, żarliwie zaklina chrześcijan, aby "dobrze postępując wśród narodów" (1 P 2,12), jeśli to tylko możliwe i o ile to od nich zależy, zachowywali pokój ze wszystkimi ludźmi, tak by prawdziwie byli synami Ojca, który jest w niebie.
"...
Powyższe fragmenty wg. mnie najlepiej oddają charakter Deklaracji.
Mk 1,21-28 Jezus naucza jak ten, kto ma władzę Słowa Ewangelii według świętego Marka
W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.
Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chczesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”.
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego.
A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.
Interesujące są tu dwie kwestie;
1). Duch nieczysty w opętanym człowieku nazywa Syna Bożego "Świętym Bożym" jeszcze wtedy, kiedy nawet apostołowie nie są tego pewni.
Zatem, ni mniej ni więcej ale błędem jest szukanie aktu urodzenia na dowód, że się urodziliśmy. Pewne rzeczy dokonały się poza czasem,
którego działaniu i ograniczeniom my zostaliśmy poddani.
2). Bóg pochyla się nad człowiekiem aby mógł dostąpić mógł nawrócenia. Człowiek sam z siebie
nie jest w stanie "wdeptać" do Królestwa Niebieskiego (tu analogia do wypędzić złego ducha). Pewne rzeczy dla nas niedostepne może
uczynić tylko Bóg. I jeszcze fragment z Ewangelii św. Jana (J15,5) ..."Kto mieszka we mnie, a ja w nim, ten wiele owocu przynosi,
bo beze mnie nic uczynić nie możecie"...
Ale czy to znaczy, że mamy siedzieć w kącie i nic nie robić, bo sami z siebie i tak nic nie wskóramy? To byłoby zbyt proste.
Człowiek, może (bo ma odpowiednie do tego narzędzia) i powinien podejmować wysiłki (a chrześcijanin szczególnie!) ku temu, by zjednoczyć się z Bogiem.
Jeśli nie będzie tego czynił ciemność w jego sercu będzie ciemnością coraz większą. Nie można dopuścić do sytuacji takiej, kiedy nie będzie potrafił złożyć
aktu wiary.
♫ Hristos Anesti
Bardzo dobra wiadmość
Watykan ogłosił, że 1 maja 2011 odbędzie się beatyfikacja Jana Pawła II. Za zgodą Benedykta XVI opublikowano dekret o uznaniu cudu za wstawiennictwem papieża. Uroczystość wyniesienia Jana Pawła II na ołtarze odbędzie się w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, święto ustanowione przez papieża Polaka.
Deklaracja o apostolstwie świeckich dokument Soboru Watykańskiego II
Zbiór zachowań, opis postępowania, zalecenia do wykonywania i praktykowania opisane jako WŁAŚCIWE dla każdego chrześcijanina,
który nie jest księdzem, zakonnikiem ale jest "zwykłą" świecką osobą. Nie można nie zgodzić się z żadną literą zapisaną w Deklaracji. Traktuje ona
o rzeczach czasem do bólu prostych, codziennych i zwyczajnych. W sposób zawstydzający porusza sumienie, bo bardzo często te rzeczy, proste, zwyczajne
przychodzą nam z dużym trudem. Jako świeccy apostołowie mamy ważną rolę do wypełnienia. Głoszenie słowem i postawą Chrystusa, w środowisku, w którym dane
jest nam żyć i pracować. Ważny dokument.
♫ Witaj Pokarmie
♫ Paweł Bębenek & Przyjaciele - Niechaj Cię Panie wielbią
♫ Paweł Bębenek - Jezu ufam Tobie
Cierpliwość a rozwój
Jezus mówił do tłumów:
„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”.
Słowa Ewangelii według świętego Marka, Mk 4,26-34
Spotykam się czasami z sytuacją w której media publiczne oczekują (lub wręcz wymagają!) zajęcia konkretnej postawy przez Watykan, lub Episkopat
w konkretnie dyskutowanej publicznie sprawie. I wielokrotnie zdarza się tak, że Watykan lub Episkopat "opóźnia się" z zajęciem stanowiska.
Takie same sytuacje zdarzają się na
"szczeblach niższych", kiedy ta sama sprawa dyskutowana jest pomiędzy znajomymi. A Kościół "zwleka".
Tzn. zdecydowanie i szybko potępia rzeczy z samego ciężaru naganne (np. ludobójstwo) ale czasem zdarza się, że wypuści
jakieś zdawkowe oświadczenie, którego przekaz budzi pewien jak się wydaje niedosyt. Dlaczego nigdy się nie spieszy?
Czyżby kierował się cechą rzadko spotykaną ale na wagę złota, roztropnością? Podobnie jest ze mną (a tak może być
z każdym z nas). Wpisuje się sam osobiście, bo taką wyraziłem wolę dobrowolnie w Boży plan ale gdy dopada mnie zwątpienie, myślę "Dlaczego nic się
nie dzieje?" Powinienem być dwa razy silniejszy wiarą i nie mieć zwątpień lub braku siły do wykonywania przykazań. Ale zwątpienia się pojawiają.
Zapominam, zapominam, że to nie mój ale plan Boga. W cierpliwości jest rozwój. Uzasadnione muszą być:
..."praca i odpoczynek I twarz i włosy i biodra
I jakiekolwiek istnienie"... fragment z "Oeconomia Divina", Czesława Miłosza
♫ Господи, помилуй! - Zhanna Bichevskaya and Gennadi Ponomaryov
Posłuszeństwo nie jedno ma imię
..."Posłuszeństwo ma to do siebie, że o ile przełożony może zbłądzić podejmując niewłaściwą w danym momencie
decyzję, to podwładny nigdy nie zbłądzi robiąc to, co się od niego wymaga. Każdy ma swoje miejsce i będzie rozliczany z tego, jak postępował w swojej
roli, a nie zastępując kogoś innego." ...
Taki wpis znalazłem na forum traktującym o rozbieżności zdań jaka zdarza się pomiędzy wiernymi a księżmi. Wpis zamieścił nieznany mi z nazwiska Maciek we
wrześniu 2008 na jednym z forów katolickich. Spodobał mi się, ponieważ
w krótki i rzeczowy sposób idealnie opisuje zasadę posłuszeństwa. Często spotykam wypowiedzi: "Ja nie wierzę w księży (tu wyliczana jest lista ich ułomności) tylko w Jezusa." I słusznie, w księży się nie wierzy
z zasady. Trzeba jednak pamiętać, że to oni są przewodnikami lokalnych społeczności. Wikary, proboszcz, biskup nie są nieomylni ale my należymy do
organizacji w których oni są na szczeblu "szefowania" wyżej od nas. Skoro oni potrafią podejmować złe decyzje mając wiedzę i łaskę znacznie większa od nas
to jaka jest gwarancja na to, że my nie mylimy się jeszcze bardziej? Pomyłki można uniknąć, tak jak w cytacie: ..."
o ile przełożony może zbłądzić podejmując niewłaściwą w danym momencie
decyzję, to podwładny nigdy nie zbłądzi robiąc to, co się od niego wymaga" ...
Święty Antoni Módlcie się do niego o rzeczy zagubione i skradzione
Modlitwa do św. Antoniego z Padwy ..."Święty Antoni wielką łaską obdarzył cię Bóg, czyniąc cię patronem rzeczy zagubionych i skradzionych. Stroskany przychodzę do
ciebie, ufając, że pomożesz mi w odnalezieniu rzeczy zaginionej, której bezskutecznie szukam.
Wspomnij na to, jak wielką łaskę Bóg wyświadczył tobie, posyłając do ciebie wszystkich strapionych, ufających, że twojej modlitwie Bóg niczego nie odmówi. Jakże często się działo, że za twoim wstawiennictwem umarli otrzymywali życie, błądzący dobrą radę, uciśnieni pociechę, opętani uwolnienie, trędowaci oczyszczenie, więźniowie wolność, podróżujący pewność życia,kalecy zdrowie, okradzeni swój majątek, znajdujący się w niebezpieczeństwie ocalenie a wszyscy cierpiący - pomoc i pociechę. Także dzisiaj wszędzie doznajemy owoców twego wstawiennictwa u tronu Bożego.
Wyjednaj mi tę łaskę, abym ja także był jednym z tych, którzy doznali twojej pomocy. Polecam twej opiece to, co zgubiłem a jeżeli zgadza się to z wolą
Bożą,to spraw,abym to otrzymał i mógł znowu cieszyć się tym ku Bożej i twojej chwale. Amen." ...
No więc jak to było ...? Ot, zwyczajnie pojechaliśmy zagranicę i tak dobrze schowaliśmy zapasowe kluczyki do auta, że nijak potem (jak wróciliśmy) nie mogliśmy ich znaleźć.
A jak to jest duży kłopot wie każdy, któremu auto np. skradziono. Ani auta ani ubezpieczenia. Parędziesiąt tysięcy w plecy, na które trzeba potem pracować parę lat.
Przewaliłem cały dom do góry nogami i nic. Zacząłem modlić
się do św. Antoniego.
Raz, drugi. Szukanie - nic. Mówię mu: św. Antoni - sprawa beznadziejna jest, zaradź coś, w Tobie jedyna nadzieja. Nie żebym wierzył w akcje:
pomodliłem się
i hop siup a tu nagle jest! Jednak moja wiara w moc świętego jest autentyczna(tak samo jak w innych świętych). Za jakiś czas, trafiłem na stronę parafii pod wezwaniem św. Antoniego
w Lublinie.
Dodałem ją do ulubionych. Dosłownie chwilę później otwieram teczkę, którą otwierałem kilka, kilkanaście razy w ciągu ostatnich dni i znajduję kluczyki.
Tak po prostu.
Ale zaraz! Zbuntowałem się. To nie może tak działać! Musiałem widzieć te kluczyki wielokrotnie tylko ... no jakoś tak ... nie zauważyłem ich!
I przyszło zastanowienie. Wielokrotnie w ciągu, życia, roku, miesiąca, tygodnia, dnia nie widzę rzeczy, które powinienem widzieć. Znajduję się w sytuacjach oczywistych
w których w sposób oczywisty powinienem się zachować jednak nie robię tego. Dlaczego?
Sprawa jest prosta. Tylko z Bożej Łaski, jesteśmy w stanie pójść "Tam" i zobaczyć "To", o co umiemy poprosić lub na co zasłużymy. Tak jak pisałem
w boxie: "Mk 1,21-28 Jezus naucza jak ten, kto ma władzę" Człowiek sam z siebie nie jest w stanie "wdeptać" do Królestwa Niebieskiego
. A św. Antoni jest tym, który dobrze wskazuje drogę. Wyjednał mi łaskę, abym ja także był jednym z tych, którzy doznali Jego pomocy.
Chwała Panu Bogu na wysokości!
♫ Greek Orthodox Christian Chant from a book called "To Psaltirio"
♫ Cherubic Hymn-Theodoros Vasilikos-Our Home
Czy Bóg może stworzyć kamień ... taki, którego sam nie uniesie?
Pytanie jak w tytule box`a. Czy Bóg może stworzyć tak ciężki kamień, którego sam nie podniesie ?
Jest Bogiem Wszechmogącym, wynika więc z teorii, że powinien móc stworzyć wszystko. Również taki kamień. Z drugiej strony co to za Bóg,
skoro nie może podnieść kamienia, który sam stworzył?
Z tym prześmiewczo – szyderczym pytaniem spotykam się zawsze wtedy, kiedy ktoś próbuje dobić ostatni gwóźdź do wieka czyjejś trumny wiary. Mechanizm działania jest znany. Podobny do tego jaki stosowany jest podczas konkursów radiowych. Zwycięzca pytany jest ile wysłał sms-ów. Odpowiada, że wysłał tylko „jeden”. Spiker entuzjastycznie komentuje: Czy Państwo to słyszeli? Wystarczy wysłać tylko jeden sms aby wygrać samochód!” Kiedy zwycięzca odpowiada np. „Wysłałem 230 sms-ów” spiker znów entuzjastycznie komentuje: Czy Państwo to słyszeli? Wystarczy wysłać tylko 230 sms-ów aby wygrać samochód!” Bo cóż znaczy nawet tysiąc sms-ów, kiedy wygraną jest samochód? Zatem jakiej by nie udzielić odpowiedzi zawsze wychodzi na „tak”.
I tak samo działa to w pytaniu o „kamień”. Z tą różnicą, że tu jakby nie odpowiedzieć zawsze wyjdzie na „nie”. Rozmówca oczekuje jednak odpowiedzi. Jej brak może świadczyć o (w domyśle rozumianej) naszej słabości.
Ponieważ delikwent oczekuje akurat odemnie odpowiedzi na pytanie, na które odpowiedzi nie zna prawdopodobnie sam Papież pochlebia mi i już robi mi się lżej na sercu. Uruchamiam szare komórki i zastanawiam się nad logiką pytania. Czy można jednocześnie iść i nie iść, jechać rowerem i nie jechać, leżeć i nie leżeć, siedzieć i nie siedzieć? Człowiek oczekuje ode mnie logicznej odpowiedzi na nielogiczne pytanie. Wypadałoby (w tym czasie) przyjrzeć się rozmówcy, czy warto udzielać jakiejkolwiek odpowiedzi ... . Niestety, pomimo wytężonej pracy umysłu nie jestem w stanie powiedzieć nic innego jak: nie wiem.
... moje jedno "nie wiem" nie zagrodzi mi jednak drogi do Królestwa Niebieskiego.
"Czy Państwo to słyszeli?". Bo cóż znaczy jedno "nie wiem" (lub nawet sto nie wiem), kiedy nagrodą jest życie wieczne ?
Uwaga na sekty
Nie mam na myśli, tych sekt, które otwarcie i jawnie głoszą stanowisko odmienne (czasem wrogie) do stanowiska Kościoła. Zapisanie się do takiej sekty (pierwszy przypadek!)jest świadomym czynem konkretnej osoby i jeśli się potem żałuje takiego czynu, to pozostaje stwierdzić "widziały gały co brały". Skrajny przypadek - satanizm. I równie tragiczny w skutkach, choć nie tak skrajny - apostazja, czyli odstępstwo od wiary chrześcijańskiej z jednoczesnym przejściem na inną religię. Istnieje jednakowoż drugi przypadek, kiedy dana osoba nie zdołała jeszcze poznać Chrystusa. Wtedy może dokonać wyboru uczestniczenia w "pracach" sekty, bo ta zaproponowała jej wizję pewnej "szczęśliwości", która może być idealnym dopełnieniem pustki wiary, potrzeby akceptacji, samorealizacji. Można to nazwać wyborem "z nadarzającej się okazji" ale nie wyborem świadomym. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na sekty, organizacje stowarzyszenia, które łudząco przypominają strukturę Kościoła, mówią o tych samych rzeczach, podobnym językiem ale mają inny cel. Rosną jak grzyby po deszczu ale nie przynoszą dobrych owoców. Są złudzeniem. Zanim ktokolwiek zdecyduje się na taki krok powinien uważnie studiować Ewangelie i Dokumenty Kościoła. Nie polegać na własnej opinii ,bo wiedza nasza jest wielokrotnie znikoma w tej materii. Starać się trwać w stanie łaski uświęcającej(ten stan chroni przed pułapkami). Radzić się i słuchać ojców Kościoła. Potem podejmować decyzje. Rozsądny proces trwa latami. A jak delikatna jest to materia niech świadczy choćby przypadek Medziugorie. Trwające tam od lat objawienia przyciągnęły tłumy pielgrzymów nigdy jednak nie zostały uznane przez Stolicę Apostolską.
Encyklika Dominum et Vivificantem O Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata, JPII, 1986r.
Dokument trudny w czytaniu i rozumieniu dla przeciętnej owieczki katolickiej jaką jestem. Ale dużo obiecywałem sobie po
tej Encyklice, więc nie miałem zamiaru dać za wygraną. Nie była aż tak trudna jak "Veritatis Splendor". Zatem czytałem ją codziennie,
aczkolwiek fragmentami tam gdzie się dało. W domu, w pociągu, w Zakopanem (na feriach z córką).
Z rana i po nockach. Jakieś 3 i pół tygodnia.
-------------- edit /czytam jeszcze raz /.
Wszystkie moje przemyślenia oparte o tę Encyklikę zamieściłem poniżej aż do tematu "Nauka Kościoła" włącznie.
♫ Αγνή Παρθένε Δέσποινα
Chrystus rewolucjonistą?
Interesująca jest "analiza grzechu w pierwotnym wymiarze" (akapit 38) Encykliki "O Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata". Oto Chrystus przed Sanhedrynem ukazany jest jako ... "źródło niebezpieczeństwa i zagrożenia dla człowieka", tego którego sam stworzył. Co za tragiczna pomyłka! Jakim cudem mogło do niej dojść? Po pierwsze ludzie nie uwierzyli, że jest synem Boga, po drugie (tak mi się wydaje) mocno działał wtedy szatan. Była to bowiem ostatnia z chwil, by wymazać Chrystusa z pamięci ludzi. W niektórych źródłach opisuje się Jezusa jako wichrzyciela podburzającego lud przeciw Cesarzowi (wszak gromadził tłumy i nauczał nieznanego prawa). Warto przypomnieć, że Izrael był wtedy prowincją Cesarstwa Rzymskiego czyli nie był niepodległym państwem. Według ludzkiej miary Jezus sądzony jest przez Piłata i uznany winnym. Wina wypisana na krzyżu: "Jezus Nazarejczyk Król Żydowski". Mimo to ukrzyżowali Go pomiędzy złoczyńcami. Zesłany przez Chrystusa w Wieczerniku Duch Św. natychmiast poprzez Apostołów zaczyna "przekonywać o grzechu popełnionym przez ludzi". Brak takiego przekonania nie zrodzi, nie otworzy dla ludzi możliwości przebaczenia i zbawienia. Chrystus nie był ani Che Guevarą wieku "0" ani złoczyńcą. Jest synem Bożym.
Utrata poczucia grzechu
Papież Pius XII stwierdził, iż grzechem jest coraz szersze poczucie utraty grzechu. A zatem powtarzając za Papieżem i Encykliką o Duchu Św. idzie to w
parze proporcjonalnie do utraty poczucia Boga. Dlaczego? Jeśli brakuje poczucia obrazy wyrządzonej Bogu (prawdziwego poczucia grzechu) nie mamy żadnego
punktu odniesienia co do popełnianych uczynków. Nawet demon zła nie musi chodzić koło nas, bo po co? Taki delikwent ma już swój numer katalogowy w
piekielnej księdze śmierci. Można się stamtąd wymazać. Samemu jednak nie da rady. Konieczne jest tchnienie Ducha Św., Łaska Boża. Kiedy się pojawi nie
można jej nie zauważyć a już na pewno nie można jej odrzucić, bo to będzie bluźnierstwo przeciw Duchowi Św. Grzech nieodpuszczalny.
♫ Xairetismoi (Salutations to the Theotokos)
Salutations of the Blessed Virgin Mary Choir of Convent of the Annunciation, Ormylia (Chalkidiki Greece)
♫ Simonopetra Terirem
Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu
Św. Łukasz cytuje Chrystusa (Łk.12,10): ..."każdemu kto mówi jakieś słowo przeciw synowi człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone"... O grzechu przeciw Duchowi Św. mówią wyraźnie przynajmniej trzy Ewangelie. Jak nalezy właciwie rozumieć owo bluźnierstwo mówi Św. Tomasz z Akwinu dowodząc, że chodzi tu o grzech "nieodpuszczalny z samej swojej natury, gdyż wyklucza to, czym dokonuje sie odpuszczenie grzechów". Bluźniertwo nie polega na słownym zniewarzeniu Ducha Świetego (to byłaby katastrofa!) ale na odmowie przyjęcia zbawienia jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego, działającego z mocy Chrystusowej ofiary krzyża.
Nauka Kościoła Ile prawdy w Prawdzie
Czyli o tym skąd wiadomo, że nauka Kościoła XXI w jest tą samą nauką jaką głosił Chrystus 2000 lat temu a nie przeinaczoną nauką towarzystwa wzajemnej adoracji (TWA) ? Czyż zbyt często i łatwo nie przychodzi nam używać tego argumentu, by nie robić nic w kwestii wypełniania Bożego prawa, uczestniczenia w sakramentach? Wydaje się nam ze zyskujemy wygodne alibi, bo skoro "tamci" (TWA) w naszej ocenie zgubili drogę i jak nam się wydaje nie naśladują Chrystusa, to jak my możemy to robić? Owszem, deklarujemy niezniszczalną wiarę w Chrystusa. Tego antycznego. Współcześnie zaś każdy sobie jest. No to skąd wiadomo, że Kościół XXI w. to wciąż ten sam Chrystusowy Kościół pierwszych Apostołów ? Dla wyjaśnienia posłużę się cytatem z Encykliki "Dominum et Vivificantem" O Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata, Oto Chrystus mówi z kolei: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co ja wam powiedziałem” (J 14, 26). Duch Święty będzie Pocieszycielem Apostołów oraz Kościoła, jako stale obecny wśród nich — choć niewidzialny — Nauczyciel tej samej Dobrej Nowiny, co Chrystus. „Nauczy” i „przypomni” — to znaczy nie tylko, że w sobie właściwy sposób będzie nadal pobudzał do rozpowszechniania Ewangelii zbawienia, ale znaczy także, iż będzie dopomagał we właściwym zrozumieniu treści Chrystusowego Orędzia, że zapewni mu ciągłość i tożsamość wśród zmieniających się warunków i okoliczności. Duch Święty sprawi więc, że w Kościele trwać będzie zawsze ta sama Prawda, jaką Apostołowie usłyszeli od swego Mistrza.
Wywrotka
Upadek nastąpił w niedzielę. Zresztą czułem, że od jakiegoś czasu tracę siły. Modliłem się: umocnij mnie Panie Duchem Św.,bo tych mi brak.
Nic się jednak nie działo. Nie sfrunął anioł, nie machnął różdzką i nie stałem się silniejszy. W sobotę u znajomych przesadziłem z trunkami.
W niedzielę nie byłem w stanie pójść do Kościoła. Grzech ciężki. Wiem, że niektórzy nie chodzą wogóle i sie tym ani trochę nie przejmują
(patrz box: Utrata poczucia grzechu ). Ale to nie dla mnie. Absolutnie nie dla mnie jest stan grzechu ciężkiego, świadomego. W poniedziałek o 7.30 byłem już u spowiedzi. Dobry Bóg przebaczył mi grzechy. Odzyskałem stan łaski uświęcającej. Nie chce innego! Chwała Bogu na wysokości.
"W całym człowieku wiele elementów zwalcza się nawzajem. Będąc bowiem stworzeniem, doświadcza on z jednej strony wielorakich ograniczeń,
z drugiej strony czuje się nieograniczony w swoich pragnieniach i powołany do wyższego życia. Przyciągany wielu ponętami, musi wciąż wybierać między nimi,
i wyrzekać się niektórych. Co więcej będąc słabym i grzesznym, nierzadko czyni, to czego nie chce, nie zas to, co chciałby czynić".
(Kompilacja tekstów Encykliki o Duchu Świętym i fragmentu Listu Św. Pawła do Rzymian.)
O objawieniach prywatnych
Święty Jan od Krzyża tak pisze: "Od kiedy Bóg dał nam swego Syna, który jest Jego jedynym Słowem, nie ma innych słów do dania nam. (...) Jesli więc dzisiaj ktoś, chciałby Go jeszcze pytać lub pragnąłby jakis wizji lub objawień, nie tylko postepowałby błednie, lecz także obrażałby Boga, nie mając oczu utkwionych jedynie w Chrystusa, szukając innych rzeczy lub nowości" ... . Tym cytatem definitywnie zamykam rozdział pod tytułem "moje widzenia prywatne". Nie pragnę ich. Nie chce. I nie mam, dzięki Bogu. Rozdział zamknięty. Proszę jednak pamiętać o tym wszystkim co napisałem o szatanie. Człowiek sam przeciw niemu nie ma szans się obronić. Ponieważ (jak wszystkiego TAM) nie da się opisać wyrażeniami słownikowymi dostępnymi dla ludzi, mogę tylko napisać, że uczucie "prawdziwej" śmierci czy też niewoli (życia bez Boga!) jest niewyobrażalnie straszne!!! A miałem okazje doświadczyć zaledwie koniuszka "złej góry".
Post Wielkanocny Anno Domini 2011
Rozpoczął się post Wielkiej Nocy. Dla mnie rozpoczął się dobrze. Spowiedzią, mszą św. i pewnymi postanowieniami. Zgodnymi z literą Bożego
prawa. Niczego Panu Bogu nie obiecałem, bo obietnic bardzo trudno dotrzymać. A po upadku, frustracja jest większa niż zazwyczaj. Zatem są to tylko
(albo aż) postanowienia. Ledwo się rozpoczął post a już słyszę jak moje ciało drze mordę! Że mu źle! Chce pić, chce jeść! Hulaszczyć i swawolić!
A ja (niedobry) tego mu nie daję. A niech się drze. Z Ducha jestem, nie z ciała. Musi się przyzwyczaić.
♫ Victimae Paschali Laudes
Uświęcenie przez codzienność
Czytam książkę. Komercyjną. Tak chyba muszę ją nazwać. Jest dobra. Świetnie napisana. Dawno już nie czytałem nic komercyjnego. Dlaczego odnoszę
wrażenie, że marnuje czas? Hmmm ... Pewnie dlatego, że zbyt dużo zmarnowałem go już wcześniej? Uświęcenie przez codzienność, jakkolwiek w moim
przypadku nie zabrzmiałoby dziwnie w tajemniczy sposób ciągnie mnie do siebie. Czy uświęcenie przez codzienność jest łatwe? Nie jestem pewien. Ale
wydaje mi się, że jest w nim coś czego nie widać na pierwszy rzut oka. Coś dobrego.
♫ Ne od ovog sveta Pirg
♫ The Prayer/Molitva
Pirg
♫ Raduj se Srbine
Pirg
♫ Свети Георгије
Pirg
♫ Svetogorske staze
Pirg
♫ Krst na vrhu Srbije
Pirg
Posiadanie rzeczy
Posiadanie rzeczy dla przeciętnego śmiertelnika jest konieczne. Począwszy od posiadania domu, samochodu, telewizora, lodówki, konta w banku a skończywszy na posiadaniu niematerialnym: rodziny, znajomych, miłości, uznania, szacunku. Trudno wyobrazić sobie życie bez powyższej listy zdarzeń. A tych jest znacznie więcej. Dla jednych priorytetem może być posiadanie zdrowia a dla innych pracy. Dla niektórych w trzaskający nocą mróz, szczytem marzeń będzie posiadanie miejsca do spania w noclegowni. Samo posiadanie nie czyni zła. O ile wykorzystywane jest w koniecznym lub dobrym celu. Można przecież posiadać pistolet i używać go jako podkładki pod kulawy stół albo robić lufą dołki pod kwiatki na grządkach, na wiosnę. Dopóki nie pojawi się pożądanie zabijania, pragnienie zadawania ran. To jest prawdziwa przeszkoda utrudniająca zrozumienie posiadania. Pragnienie ponad miarę. Nieuzasadnione posiadanie dla samego posiadania. Dla zaspokojenia pragnienia więcej. Więcej aż do zaślepienia. Utraty poczucia wartości.
Pożądanie
O pożądaniu trzeba poczytać u św. Jana od Krzyża w "Drodze na górę Karmel". Nikt nie ujął chyba tego lepiej.
Celibat
Słyszy się czasem: a co taki ksiądz może mądrego powiedzieć
na kazaniu o rodzinie, skoro sam tej rodziny nie ma, albo co może doradzić na temat dzieci skoro sam ich nie ma. W jaki sposób może w konfesjonale
podsuwać pomysły na naprawę stosunków małżeńskich, skoro nigdy nie był żonaty ? I co z tym zrobić ? Mało tego, nigdzie w Nowym Testamencie nie znalazłem
zapisu, że ksiądz powinien być singlem. Wręcz odwrotnie, znalazłem w Dziejach Apostolskich zapis odwrotny, mówiący o tym, że biskup powinien być przykładnym
ojcem ... .
Warto jednak wspomnieć o świadomym WYBORZE. Osoby, które zostają zakonnikami, księżmi dokonują świadomego WYBORU. Poświęcenia życia dla Boga. Wchodzą
z Nim w świadome relacje - "Ja CHCĘ, byś Ty Panie Boże napełnił mnie Duchem Św. ja PRAGNĘ, ja ZEZWALAM, ja ZGADZAM SIĘ. Taka osoba staje się, narzędziem
w rękach Boga. A zatem (w zależności od stopnia zjednoczenia z Duchem Pańskim) może mówić tylko i wyłącznie, rzeczy dobre i trafne.
Dla przeciwwagi tezy: czyż nie znane są wam przypadki,
kiedy to zwykły ojciec choćby tylko
jednego zwykłego dziecka jest złym ziemskim ojcem? Co to oznacza ? Ksiądz wcale nie musi być ojcem czworga dzieci, by udzielać rad na temat ich
wychowania.
Nawet jeśli sam wszystkiego nie wie, stoi za nim Duch Pański, który wie wszystko.
♫ ЂУРЂ
ЕВДАН
Wielki Piątek
Dziś około 15 - tej naszego czasu zmarł od ran, z bólu i wycieńczenia. Konał na krzyżu około 6 godzin. Wcześniej został niemiłosiernie okaleczony przez swoich przeciwników. Fałszywie oskarżony, niesprawiedliwie osądzony. Oddał życie wziąwszy na siebie wszystkie grzechy ludzi. Tak dokonało się odkupienie.
W tej godzinie - obiecał Pan Jezus - uprosisz wszystko dla siebie i innych, w tej godzinie stała się łaska dla świata całego - miłosierdzie zwyciężyło sprawiedliwość ( z dziennika Siostry Faustyny).
♫ Cherubic Hymn Po ludzku wyśpiewany smutek.Alleluja, Alleluja, Alleluja !
Zmartwychwstał PAN JEZUS Alleluja !!! Dotrzymałem obietnicy danej Panu. Nigdy, przenigdy sam z siebie nie byłbym w stanie jej dotrzymać. Wiem o tym, bo wielokrotnie podejmowałem takie próby. Tym razem, pełny Łaski, wiary i nadziei spełniłem wszystko co zamierzyłem. Z Bogiem wszystko jest możliwe. Bez Boga marność straszna. Broniłem się przed wieloma pokusami. Diabelskimi sztuczkami. Bóg dawał mi nieść krzyż mój malutki ( w porównaniu z krzyżem Chrystusa) i pilnował, żeby nigdy nie był on cięższy ponad moją własną osobistą decyzję, mój własny wybór. Kiedy i tak zatrzymywałem się pod jego ciężarem ON podnosił dłoń na arenie żywota a potem ... czekał. Patrzył uważnie, słuchał jak dyszę, z niemocy, złości, ciężaru. Ja żałosny. Ciężar grzechów moich własnych gniótł mnie w plecy ,odbierał oddech i siłę w nogach. Doniosłem jednak krzyż swój do wrót Pana. To wszystko jednak mało jest. Teraz proszę Go, by nie zapomniał, że coś mi się kiedyś udało.
♫ Пасха''''Христос Воскрес "'' Пасхаthin red line oznacza upadek
.... bolesny upadek
Stało się coś czego absolutnie nie przewidziałem. W trakcie postu przeczytałem niezliczoną ilość materiałów. Bożych materiałów, co wzmocnić miało moją duszę i ciało. I tak się stało. Dotrzymałem wszelkich przyrzeczeń. To była moja pustynia na, której pokonałem wszystkich diabłów. Po Wielkanocy miało być już tylko piękniej. A tymczasem po Zmartwychwstawaniu jest ciemność. Czuje się jak oblubienica, która uroiła sobie obiecanie i to obiecanie się nie spełniło, bo Pan młody nie przyszedł. Uciekło gdzieś pięknie złudzenie, które tak bardzo miało być prawdziwe. Nagle zdałem sobie sprawę, że wyobrażenie jest bardzo dalekie od rzeczywistości. Tłumaczę i od dawna tłumaczyłem to sobie, że jestem zbyt "brudny" od grzechów żeby ON mógł mi się objawić na wyciągnięcie ręki. (Tylko idiota nie mógłby o tym marzyć). Ale cóż dla Boga jest niemożliwego? On, mój Bóg pomimo nadziei moich grzesznych (być może bezczelnych, zbyt bardzo kochałem coś czego i tak nie mogłem mieć) nie uczynił cudu, choć wcześniej dał mi widzenia, których inni nigdy nie będą mieć. Niestety zwaliłem się na ryj, bo on zabrał swoje silne ramię. Znów nie chce tracić, tak samo jak 20 lat temu JEGO ŁASKI, ale ją tracę. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Panie Boże, gdyby już tej trzeciej Łaski miało dla mnie nie być oddaje wszystkie swoje sprawy w ręce TWOJE. Tam są bezpieczne, tam jest ich koniec i rozwiązanie. Tyś Bogiem moim na zawsze jest. Tak jak to tu ZAPISAŁEM.
Kawał o ateistach
Stoi ateista i wierzący ba przystanku autobusowym. Obaj czekają na autobus linii nr 158. Tymczasem pojazd spóźnia się ... 5 min, 10 min, 15 min ... . Wierzący myśli: "pewnie coś musiało się zepsuć. Jakaś awaria, usterka ?" A co myśli ateista ? Nie przyjechał tzn, że NIE ISTNIEJE !!!!
A woda wlewa się do łodzi ...
Od dawna nie mam żadnych widzeń. Prosiłem Pana Boga, żeby ich nie mieć i nie mam. Wciąż czuję jednak jakiś wewnętrzny niepokój. Widziałem coś, przed
czym powinienem ostrzec innych ludzi. Tych, których mogłem ostrzegłem. Jedni popukali się w czoło, inni pomyśleli: pierdoły. A po jeszcze innych
spłynęło to jak woda po rynnie. Ale byli i tacy, którzy stwierdzili, że coś jest "na rzeczy".
Niepokój nie mija. Wydaje mi się, że wciąż zrobiłem zbyt mało, by uwypuklić zagrożenie. Pierwszy e-mail jaki napisałem
w tej sprawie do osoby duchownej wysłałem do parafii w Warszawie, tam gdzie chodziłem na msze poranne (bez odzewu), drugi
(to już akt całkowitej desperacji) wysłałem do proboszcza swojej parafii (również bez odzewu). Zastanawiam się co trzeba zrobić, żeby ruszyć sumienie
tych, którzy mają paść owce swoje ? Obawiałem się najbardziej, że wezmą mnie za debila (ci którzy akurat nie powinni) ale na to wygląda.
W krańcowej naiwności tłumaczę sobie, że ksiądz "parafialny" nie jest od tego, by leczyć dusze. On jest "od mszy". I tyle.
Potrzebne mi jest wparcie, bo upadam. Nie stać mnie, by iść się położyć pod drzwiami plebanii i czekać aż ktoś, jak będzie wychodził się potknie.
--- edit ---
No i pomyliłem się. Dostałem zaproszenie. Od mojego ks. Proboszcza.
Zanim napisałem do niego e-mail byłem na nabożeństwie i widziałem w jaki sposób
błogosławi zebranych w kościele wiernych, za pomocą Najświętszego Sakramentu ukrytego w Monstrancji. Myślę, że ten właśnie moment zaważył na tym iż
utwierdziłem się w przekonaniu iż jest to duchowny z POWOŁANIA a nie przypadku. Oczywiście to nie był ten jedyny moment, bo nasz "nowy" proboszcz daje
dobre świadectwo od kiedy tylko pojawił się w naszej parafii. Ale to mógł być ten moment, który przechylił dobrą czarę i przelał się puchar.
Mam nadzieję na rozmowę z osobą, która ma dar ufności, stabilizacji w Panu, która jest
nieosiągalna dla mnie.
♫ Tijelo Hristovo
Ten utwór zamieszczałem już wcześniej. Zamieszczam go jeszcze raz. Jest bardzo fajny.
Za późno
Za późno już. Na wszystko. Pomimo zaproszenia od proboszcza nie mam ani chęci ani nie widzę powodu, żeby tam iść. Nie powie mi nic co mogłoby odwrócić upadek. Musiałby uczynić cud a tego nikt nie umie poza Chrystusem.
Ciemność ...czyli dokumentacja studium upadku
Czy to jest ta sama ciemność o której mówiła św. Teresa i pisał św. Jan od Krzyża ? Chciałbym w to wierzyć. Ale jest duża różnica między nimi
a mną. Oni byli świętymi a ja jestem nikim. Mam niezłomną wiarę w Jezusa Chrystusa (taka zostanie mi aż do śmierci) ale nie mam sił wypełniać
i przestrzegać prawa. I nie wiem z czego bierze się ta bezsilność, ten brak mocy. NIE WIEM !
Powtarzam zatem to w co wierzę: JEST JEDEN BÓG i On nazywa się TRÓJCA ŚWIĘTA: Bóg Ojciec, Jezus Chrystus i Duch Święty.
Zaniedbania Bożej,
na krzyżu cierpienia
bezinteresownie
ofiarowanej miłości,
nie da się usprawiedliwić,
przyrzekam, że:
nie będę opuszczał mszy św. w niedzielę
nie będę opuszczał mszy św.
nie będę opuszczał
nie będę… !!
potem dla skruchy brakuje miary,
dla szczerości żalu,
żadna łza nie chce być pierwsza,
bo może się okazać
że nie jest prawdziwa ...
♫ Ой, Роза Румяная - Сербская народная песня
O Bożej ingerencji w ziemskie życie człowieka
Pomimo upadku wciąż jestem w stanie dać jednakowe świadectwo JEZUSA CHRYSTUSA. Z tego powodu czuje się super. Dostałem łaskę poznania rzeczy dla wielu osób nieosiągalnych. Z drugiej strony martwię się, że nie umiem tej wiedzy przekazać innym ludziom. Martwię się, że nie boją się diabła bo go nie widzieli tak jak ja. Znają go z "babcinych opowieści" i myślą, że to bajka. A to wygodne jest dla diabła. Nie musi ich "straszyć" skoro w niego nie wierzą. Hmmmm ... tak, to mnie przygnębia. Pozbawia sił. No ale miało być o Bogu, który ingeruje w ziemskie życie człowieka. Warunek nr 1 absolutnie konieczny: wyznanie wiary w Chrystusa i wyrażenie osobistej zgody na współdziałanie z Nim. W moim przypadku była to prosta aczkolwiek wielokrotna deklaracja po każdej Komunii Św. ..."dziękuję Ci panie Boże, za łaskę wiary jaką mnie obdarzyłeś. Proszę Cię uczyń mnie narzedziem w rękach Twoich abym mógł zanieść swiatło Ewagelii wszędzie tam dokąd mnie poślesz" ... . No i działy się "cuda" ... ale nie na moje widzi mi się tylko jak Pan Bóg uważał, że trzeba. Autobusy podjeżdżały jak taksówki, odnajdowały się rzeczy nie do odnalezienia, wracało zdrowie i załatwiały się (same) sprawy niezałatwialne. Właśnie tak. Ale tylko wtedy, kiedy niebo miało taki plan. Czasem trudno było to zrozumieć. Czasem wydawało się to niesprawiedliwe. A za rok, dwa ... człowiek klękał do modlitwy i mówił ..." Panie Boże tyś to przewidział, Ty miałeś rację"... .
Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha
..." wiatr wieje tam gdzie chce,
i szum jego słyszysz lecz nie wiesz,
skąd przychodzi i dokąd podąża" ...
(J3,8)
Ciśnienie na daty
Spotkałem się z zarzutem, że Chrześcijanie przejęli w początkach powstawania swej religii dawne święta wyznawców mitrianizmu czy egipskiego bożka Horusa.
Daty zaś tych świąt (chodzi tu głównie o 25 grudnia) uczynili swoimi ważnymi świętami. Jest na ten temat kilka ogólnodostępnych tekstów i filmów na youtube (marnej jakości i słabych merytorycznie).
Szukam w tym zarzucie jakiegoś sensu i nie bardzo mogę się doszukać. Chyba chodzi o to, że Chrześcijanie nie potrafili wymyślić żadnej innej daty dla swojego święta. To sieroty. A zatem jak wywodzą autorzy
są oszustami. (Masakra).
W samej Polsce jak mniemam żyje (lub żyło) mnóstwo osób o imieniu Jan. Znaczna cześć urodziła się tego samego dnia tego samego miesiąca. I co teraz? Analogia jest okrutna.
Ostatni (najmłodszy) z Janów jest oszustem, bo świętuje swoje imieniny w ten sam dzień co poprzednicy ?
O cierpieniu modyfikacja modyfikacji, wielokrotna modyfikacja ....
Wydawało mi się, że termin ogarnę w paru słowach ale się nie da. Cierpienie jako zjawisko zawiera w sobie zbyt wiele płaszczyzn, sytuacji i emocji
na których samo z siebie może budować różne nieprzewidywalne konfiguracje. Niektórych konfiguracji nie da się ani opisać ani wypowiedzieć.
Ile istnień ludzkich, ile sytuacji-interakcji tyle możliwości cierpienia. A zatem ... (co ryzykowne jest) postanowiłem stworzyć klasyfikację cierpień.
Otóż może być cierpienie wyłącznie takie, które dotyczy nas samych i przez nas samych jest spowodowane. Jest to cierpienie tzw. do wewnątrz. Sami je sobie
zawiniliśmy. W tym rodzaju cierpienia mamy pretensje wyłącznie do siebie. Cierpimy z własnej winy niezależnie od tego czy cierpienie sposowdaowaliśmy
sami sobie czy innym.
Mogą występować jednakowoż cierpienia "zewnętrze". Takie w których cierpimy dlatego, że inna osoba spowodowała je dla nas. Trudno ocenić, które z wymienionych "zewnętrzne" czy "wewnętrzne" są gorsze.
Obydwa przypadki cierpienia są przypadkami tzw. "skutkowymi".
Wykonana została czynność, działanie, które przyniosło skutek cierpienia dla nas samych lub to cierpienie dostało się innym. Tudzież istnieją cierpienia
"nieskutkowe". Niezależne od naszych działań. Np. wrodzona wada genetyczna, niespodziewana nieuleczalna choroba lub wypowiedziana wojna w której
jesteśmy ofiarą a nie sprawcą. Mamy tu do czynienia z ogromnymi cierpieniami natury zarówno fizycznej jak i psychicznej.
Cierpienie zatem jest wpisane w ludzkie życie. Od początku do końca. Cierpienie poczęcia i cierpienie umierania. Nie ma szans się go pozbyć. Nie ma szans,
by go uniknąć. Tak po prostu jest i to się nie zmieni za naszego ludzkiego życia.
W wyniku niektórych cierpień otwiera się przed nami możliwość przebaczania. Jest to jedyna, niepowtarzalna, nie do kupienia w supermarkecie, ani na aukcji
ani z przypadku ani szczęścia ani fartu możliwość przebaczenia krzywdy. Dar tym większy i większa krzywda. Każdą krzywdę można wybaczyć, nie dla każdej
(bez wsparcia Boga) znajdziemy zrozumienie i siłę na przebaczenie.
Zastanawia mnie jak opisać definicję szczęścia na zasadzie negacji ? Niesmutny, niegłodny, niebiedny ?
Cierpienie jest nie tylko nieodłącznym elementem szczęścia. Po prostu bez cierpienia szczęścia nie można zdefiniować.
Moja wiara pełzająca
Od kilku tygodni ponownie uczestniczę we mszy św. Nie przystępuje jednak do Komunii Św. Musze iść najpierw do spowiedzi. A na tą tudzież nie mam siły. Brakuje mi mocy. Przewodnika ziemskiego z natchnienia Bożego. Daj mi przewodnika Panie Boże.
Świętość dnia codziennego
Pisałem kiedyś box`a o uświęceniu przez codzienność. RANY BOSKIE !! To jest potwornie TRUDNE !!! Nie wdając się w szczegóły chodzi o to, żeby obowiązki wobec rodziny, pracodawcy i znajomych wykonać najlepiej tak jak się potrafi. Dzień w dzień, godzina w godzinę, rok w rok. Trzeba IM wszystkim poświęcić się na "maksa" w codzienności życia co do minuty i sekundy a o sobie pamiętać OWSZEM ale na końcu dnia. Czerpie się wtedy radość z tego, że wszyscy inni są szczęśliwi za naszym przyczynkiem. To wspaniałe i chwalebne ! Taka postawa naprawdę daje pozytywnego kopa wiary ! Ale ja nie umiem tego. Tudzież znam kogoś, kto to potrafi. I tym kimś jest moja ŻONA. Nie wiem, nie rozumiem (przecież ONA nigdy nie zaznała strachu diabłów) a jest w "uświęceniu przez codzienność" tysiąc kroków przede mną. I tyleż samo bliżej KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO niż ja !
Masturbacja Mocne świadectwo zmagania się ze słabościami
Szukając informacji o Marii Magdalenie trafiłem na stronę ego-sum-qui-sum.bloog.pl znalazłem tam świetny tekst dotyczący masturbacji. Pomyślałem, że
o czymś takim jeszcze nie pisałem. Przytaczam go w całości. Autorka niestety nieznana mi z imienia tak opisuje swoje doświadczenia pod tytułem
"Wyznanie głośniejsze od wstydu... " :
..."Opublikowałam na tej stronie artykuł traktujący o problemie masturbacji ( onanizmu, samogwałtu, jak kto woli).
Teraz postanowiłam umieścić tekst o wiele bardziej „ludzki", bo będący wyznaniem osoby wierzącej zmagającej się z problemem powracającej
pokusy onanizmu.
Spodziewam się, że niektórzy mogą być zdziwieni, że publikuję taką notkę, bo o masturbacji najczęściej nie mówi się głośno.
Jest ona tematem tabu zarówno w rozmowach z rówieśnikami, jak i w rozmowie z kapłanem podczas sakramentu spowiedzi.
Wiele osób zataja ten grzech, wstydząc się go wyznać, przez co czynią spowiedź nieważną, a przyjmując później Komunię
Świętą stają się „złodziejami Jezusa", czyniąc Komunię świętokradzką, co z kolei jest bardzo ciężkim grzechem, którego oczywiście
nikt nie jest świadomy i którego podczas spowiedzi nie wyznaje... I tak błędne koło się zamyka...
Może ktoś z Was, którzy czytacie tę stronę zmaga się z takim problemem. Może od niedawna, a może już od wielu lat i nie potrafi sobie z tym poradzić...
Mam nadzieję że ten tekst trochę Wam w tym pomoże...
Zrobiłam to...
znowu...
a przecież to miał być już koniec...
Kolejny upadek, kolejna przegrana, kolejna chwila słabości... I tylko jedno, wciąż to samo, na okrągło powracające pytanie- Dlaczego?
Mówię o miłości, piszę o miłości, wierzę w miłość... KOCHAM...
To On nauczył mnie kochać... On nauczył jak miłość oddzielić od pożądania, jak kochać człowieka za to kim jest, a nie jak wygląda,
jak kochać ludzkie ciało, bez lubieżnego pożądania...
To była ważna nauka...
Odrobiłam lekcje... ale czy starannie, do końca?...
Nie...
Niestety nie...
Nauczył mnie kochać i kocham... Jego kocham za to jaki jest, za uśmiech, za spojrzenie, za słowa słodkie, a czasem i gorzkie także... Kocham...
Kocham patrzeć w Jego oczy, spokojne, kochające. Uwielbiam patrzeć na Jego ciało... Kocham je... Kocham, choć nie pożądam... Kocham, szanuję...
tak jak kocha się i szanuje święte relikwie...
No tak... ale swego ciała pokochać nie umiem...
Nauczyłam się akceptować to, jakie jest, ale...
Nie nauczyłam się go szanować... Wciąż się tego nie nauczyłam...
Bóg mi je dał... czujące... A może gdybym nie czuła nie upadłabym?...
Może nie kusiłoby mnie, aby go dotykać, może nie pragnęłabym tego dotyku?... Może...
Znów to zrobiłam...
Znów dłoń powędrowała za daleko...
I po co?
Dla chwili ulotnej przyjemności...
Człowiek to jednak głupie stworzenie...
Było dobrze... było... Fala ciepła, dreszcz rozkoszy przeszył ciało... na sekundy...
A później?...
A później był wyrzut sumienia... Gorycz wstydu, upokorzenia i poczucie że nie jest się lepszą od tej, o której mówi się po prostu DZIWKA!
Tylko że o dziwce wszyscy wiedzą, każdy ją widział, każdy potrafi ją rozpoznać na ulicy,
a ja?
Ja jestem dla nich dobrą, spokojną i grzeczną dziewczynką... Chciałabym aby była to prawda... Niestety... Nie jest...
Kocham Boga...
Niewiarygodne, wiem, ale kocham Go...
I wiem że On mnie także...
Wie, że bardzo mi trudno, wie, że chcę aby to wszystko wyglądało inaczej, że pragnę nauczyć się szanować swoje ciało tak, jak nauczyłam się
szanować ciało tego, którego kocham...
Jest ze mną... czuję Jego obecność... Zawsze...
Nawet wtedy gdy nie umiem zapanować nad pokusą, gdy się jej poddaję...
On jest... i patrzy...
Jest świadkiem upokorzenia, które sama sobie zadaję, widzi moje ciało wijące się w spazmie ulotnej rozkoszy, słyszy mój przyspieszony oddech i jęki...
A później płacze...
Jego rany znów się otwierają, znów przypomina sobie jak Go katowano i upokorzono, ale płacze też dlatego, bo ja płaczę...
Chce ukoić mój ból. Wie doskonale jak cudownym oczyszczeniem są łzy, chce mi pomóc się oczyścić, zmyć ze mnie skazę lubieżności której
przed momentem się poddałam...
Leczy mnie...
Przytula... I choć czuję się wtedy jak ostania dziwka, On jednak tak na mnie nie patrzy... Tuli mnie z miłością do swego Świętego Serca, swymi
łzami obmywa moją dłoń mokrą i przesiąkniętą zapachem mojej intymności... Obmywa ją i całuje... I znów tuli, jeszcze mocniej, czekając
aż się uspokoję, a później odchodzi... Ale nie tak na dobre, bo i tak jest blisko, i tak zawsze niemal na wyciągnięcie ręki przy mnie...
Odchodzi, bym mogła zostać sama z moimi myślami, żebym zrozumiała swój błąd i Jego ból, żebym spróbowała zmienić swoje życie...
Próbuję... cały czas... choć ciągle upadam to jednak za każdym razem wstaję... Może z coraz większym trudem, ale wstaję...
Wstaję bo kocham... Jezusa i tych, których nazywam swymi Aniołami...
Kocham... A kochać to znaczy powstawać"...
Manowce
Co oznaczają manowce ? Jestem bez spowiedzi i bez komunii św. od Wielkanocy. Nie przystępuję do Komunii Św. bez spowiedzi, bo to byłoby złodziejstwo! Cierpię ogromnie z tego powodu ale wydaje mi się, iż grzesznym będąc większy szacunek okazać mogę Panu Bogu właśnie w ten sposób niż cynicznie udawanie świętości. Jestem bez spowiedzi od czasu, kiedy oczekiwałem, że Pan Jezus objawi mi się w szczególny sposób, ze względu na postanowienia jakie powziąłem w okresie postu. I których dotrzymałem w wyjątkowy jak dla mnie sposób. No i ze względu na "widzenia" jakie na mnie dopuścił. Przez to jedno i drugie mogłem się łudzić, że grzech mi nie straszny. Tymczasem mamy Boże Narodzenie a ja wciąż jestem bez spowiedzi i komunii. To są właśnie manowce. Bezdroża moje. Pomimo, że jestem daleko od sakramentów św. wciąż jednakowo całym sercem, rozumem, myślą wyznaję: JEZUS CHRYSTUS jest moim PANEM. Wiem co zrobił, czego dokonał. Marzę o tym by, być najniższym sługą w Królestwie Bożym. Być może wtedy choć raz na miesiąc będę mógł Go zobaczyć. Szczęśliwość to będzie przeogromna!
Sacrum musicum ... czyli o tym skąd muzyka na blogu
Zachwycony dziełem Chrystusa spędziłem wiele godzin na poszukiwaniu muzyki sacrum. Wiele godzin oznacza w moim przypadku kilka lat. Dzięki temu mam wyrobiona pewną opinię o stylach w nieopisany zachwyt nad muzyką sacrum Europy Środkowej, Bałkanów, Grecji, Starocerkiewnej Rusi
Niestałość i mglistość
Czyli o tym dlaczego odkładamy wiarę lub działanie na pojutrze. Inspiracją do napisania wątku jest kazanie ks. Pawła wygłoszone w ostatnia niedziele w naszym kościele. Wielokrotnie (permanentnie) przekladamy, odkładamy rzeczy związane z wiarą na jutro, na za miesiąc, za rok, na ... zaś. Dlaczego, skoro groźba popadnięcia w śmierć duszy to najgorsze co może się nam przydarzyć ? Mechanizm działa na zasadzie ojca, który wciąż "obiecuje" dziecku, że jak jeszcze raz weźmie jego samochód bez pytania to mu wygarbuje skórę. Ojcowskie "jeszcze raz" trwa w większości do momentu, kiedy to syn lub córka nie oznajmi, że jest potrzebny lakiernik. Mamy tu zatem do czynienia z niekonsekwencją ojca i wykorzystywaniem tej niekonsekwencji przez dziecko. Jak to się ma do wiary ? Niby blisko jest, Królestwo Boże ale jakoś od 2000 lat nic się nie dzieje. Mamy mgliste o nim wyobrażenie. (niektórzy mają trochę mniej mgliste ale jak widać na niewiele to się zdaje). Ileż to razy obiecywano nam złote góry za free i tyleż samo razy dawaliśmy nabić się w butelkę ... . Niestałość, niekonsekwencja, nietrwałość, złudzenia dnia powszedniego, karmienie się obietnicami ... to wszystko nas odciąga, czasem zniechęca do wiary. Tudzież pamiętać należy: nasz czas oczekiwania na Królestwo Boże, to nie setki lat lecz zaledwie jeden cykl naszego życia. Czasem bardzo krótki, czasem zerwany pod kołami pędzącego auta bez możliwości zawołania "..ale zaraz! ja od poniedziałku miałem się nawrócić!" ... . A co z niekonsekwencją Ojca? Tysiąc razy gwizdnąłem już mojemu Bogu auto bez pytania. Lakiernik to już na mnie patrzeć nie może. Ilekroć wracam do domu (spowiedź, sakramenty św.) boje się, że przestanie być miłosierny a zacznie być sprawiedliwy. Na szczęście On jest konsekwentny w swojej Bożej ratunkowej niekonsekwencji.
Kolęda kolęda, kolęda i co dalej ... ?
Co powinienem napisać o kolędzie ? Przyszedł, skasował, wyszedł? Za bardzo szanuje mojego proboszcza, by coś takiego o nim napisać.
Jako katolik jestem wdzięczny mu za to że W OGÓLE zechciał odwiedzić moją rodzinę w miejscu mojego zamieszkania. Mój proboszcz (Grzegorz) zna lepiej
Pana mojego Jezusa Chrystusa niż ja. Jeśli on do mnie przyszedł, to jest to dla mnie wyróżnieniem. Potwierdzeniem: "ty jesteś sługą Boga żywego!"
Być może ostatnim śmieciem ale jednak w Królestwie Bożym a nie w piekle.
--------
Dziękuję Ci Panie Boże, że dajesz łaskę swoją sługom Bożym,
by nie omijali tych którzy ciebie oczekują !!!
Skrzydła
Jestem sługa Boży słaby. Święty Boży Mocny ma skrzydła, które sam sobie umie naprawić. A jak je naprawi, to może polecieć do pana Boga i powiedzieć: "Patrz Panie Boże! Sam naprawiłem! Mogę ratować dusze!" I Pan Bóg kiwa głową i pewnie mówi: "Ten to jest zdolny gość". A sługi Boże słabe nie dość, że trzeba naprawiać, to i leczyć trzeba. Kiedyś, w tamtym roku przed Wielkanocą, zakradełem się do gimnazjum dla Świetych Bożych Mocnych. Przez 40 dni podszywałem się pod osobę starszą wiekiem, chodziłem na te same zajecia i zdawałem te same egzaminy. Tudzież po Wielkanocy, Świeci Boży Mocni poszli dalej a ja ... zostałem z dyplomem. Łudzę się nadzieją, iż nie chodziło o stopnie za naukę ale o czas. O ten czas, który jeszcze nie nadszedł aby z osoby mojej nikczemnej mogła okazać się chwała Jezusa Chrystusa. Byłaby to łaska dla mnie przeogromna. Tylko czy Pan mój zechce ? Jest to dla mnie zmartwienie.
Krótkie spotkanie z duchem raczej dobrym
Wczoraj w nocy doszło do dziwnej sytuacji. Obudziłem się przewracając z boku na bok. Z jednej strony chciało mi się zwyczajnie pić a z drugiej nie chciało mi się wstać i pójść do kuchni, żeby przygotować sobie coś do picia. Kiedy ponownie usnąłem, przyszedł ktoś stamtąd. Ani dobry ani zły. Tzn. chyba bardziej dobry. Tyle, że nie czułem tej rozpierającej anielskiej mocy, jaką ma "anioł ratunkowy". Uniósł mi głowę i poił jakimś płynem z kubka. Śmiesznie to wyglądało, bo "ciecz przelatywała" przeze mnie, bo przecież nie miałem ciała albo jakoś tak bokiem rozlewała się poza buzią. Co dziwne, kiedy się obudziłem już o właściwej porze nie czułem tego pragnienia z nocy. Ten duch dał mi zwyczajnie się napić wirtualnej cieczy z wirtualnego kubka. Hmmm ... . Nie ..., to zdarzenie jakieś takie bez sensu. Znowu byłem tam, chociaż wcale nie chce tam chodzić (boje się złych, którzy tam też są) a tu ni stąd ni zowąd takie "proste" (?) spotkanie. Bez słów, bez emocji, bez pośpiechu. Mimo to nie chcę. Nie widzę w tym sensu.
Trude ?
Wszystko jest. Bardo trudne. Nawet najprostsze. Rzeczy. Są Trudne.
40 dni
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i przywróć mi radość z Twojego zbawienia.
Ps 51, 12a. 14a
Taki skrawek psalmu zapadł mi w pamięć po mszy świętej przed czasem wielkiej nocy.
--------------------
Niestety z zaplanowanych 40 dni ostałem się jeno w dziewięciu ...
Bóg jest Jeden
udrzemła się siła ze złota
nieosiągalnych pragnień,
niezrealizowanych marzeń,
zbyt wielkich oczekiwań,
pogrzebanych nadziei,
żali po prośbie natykanych koralom na nic Pannie Maryi,
siła ciężka jak ostatnia sylaba zbyt długiej modlitwy,
kiedy wyczerpanie z życia zamyka czas nad bliskim,
w moim kaściele, na ołtarzu,
budzi się siła ze złota,
liczy pragnienia,
oczekiwania, marzenia i nadzieje ...
odmyka powiekę,
sprawdza:
czy kształ żalu,
zgadza się z ilością korali na nic ... natknietych Pannie Maryi.
green red line oznacza koniec upadku.
Dumnie, wszem i wobec wszystkich oznajmiam :
KONIEC UPADKU!
Po straconym roku ponownie jestem w stanie łaski uświęcającej !!!
Radość to niebywała. Ulga. Spełnione oczekiwanie. Marzenie, które wreszcie się spełniło!
Cud spowiedzi 2012 Tak, cuda zdarzają się nawet wtedy, kiedy przestaje się w nie nie wierzyć.
Bardzo długo zbierałem się do spowiedzi 2012. Powód banalnie prosty. WSTYD ! Wstyd przez przyznaniem się do wszystkich tych świństw, które stoją w opozycji
do nauki kościoła, łamią przykazania i udowadniają, ze było się beznadziejnym Chrześcijaninem. WSTYD, WSTYD ! Ogromny wstyd. Taki wstyd,
który nie pozwala iść do konfesjonału przez cały rok.
To nie było łatwe. Kluczyłem pomiędzy kościołami, mszami, terminami. Bywało, że już klęczałem w kolejce do konfesjonału i ... zawracałem. Aż w końcu
powiedziałem sobie: dość! Idź do spowiedzi ! Jesteś sługa Boży. Nędzny ale Boży! I poszedłem na mszę w kościele Miłosierdzia Bożego w Legionowie. Do tego
kościoła, po raz pierwszy zabraliśmy naszą córkę (wtedy mieszkaliśmy niedaleko). Potem chodziliśmy do niego wielokrotnie.
Hmmmm .... tak, to była dobra spowiedź. Skończyła się już po tym jak nikogo nie było w kościele.
Chrystus Pan zabrał ode mnie wszystko co więziło mnie grzechem. Ależ to fantastyczne uczucie być znowu WOLNYM CZŁOWIEKIEM !!! Tylko Bóg ma moc czynić
takie cuda.
Spowiedź była w piątek ale nie mogłem się powstrzymać i już w sobotę po tym jak zawiozłem córkę na lekcje angielskiego pojechałem na Msze Św.
Pragnienie Komunii Św. było przemożne. I stało się! Po roku niewoli i zagubienia dostąpiłem ZASZCZYTU bezpośredniego obcowania z moim Bogiem.
O LUDZIE ! Nie ma piękniejszej rzeczy na Ziemi niż Bóg Żywy w sakramencie świętym. Nareszcie! Nareszcie! Nareszcie!
I jeszcze jedno. Istnieją jednak prawdy oczywiste i rzeczy proste. Trudne bywają jedynie, poza łaską Bożą. Trzymajcie się Łaski.
Po Wielkanocy
Jak za dawnych czasów, znów mam okazję uczestniczyć w pełni we Mszy Sw. wtedy, kiedy tylko chcę.
A zatem :
poniedziałek - jestem na mszy świętej wraz z komunią św.
wtorek - nie ma okazji.
środa - msza święta z komunią w Kościele św. Aleksandra na Placu 3 Krzyży w Warszawie godz. 7.00
czwartek - msza święta z komunią w Kościele św. Aleksandra na Placu 3 Krzyży w Warszawie godz. 7.00
piątek - msza święta ( bez komunii św. ) w Kościele św. Aleksandra na Placu 3 Krzyży w Warszawie godz. 7.00
Dlaczego bez komunii ? Ponieważ miałem do wyboru: zdążyć do pracy 7:30 (czyli oddać Cesarzowi co cesarskie) lub Eucharystia mszy Św.
Myślę że Pan Bóg się nie obraził. Choć mnie osobiście szkoda, że nie mogłem przystąpić do Komunii.
Czy święty Antoni robi mnie w trąbę ? Znowu Kluczyki !!!
Było tak: wychodzę z domu. Lewa kieszeń: kluczyki - pierwszy samochód. Prawa kieszeń: kluczyki - drugi samochód.
Musiałem zabrać kluczyki od dwóch aut, bo w obydwu miałem robotę. No nie powiem, przy tej robocie złapałem parę bronksów. Ale bez przesady.
Po robocie wracam do domu i szukam. Alternatywy nie ma dużej. Kieszenie spodni i kurtki. 4 miejsca. I co ?
Nie ma kluczyków od jednego auta. Tych z prawej kieszeni. Po prostu nie ma!
Uruchamiam przegląd historii mych działań własnych ostatnich. Skan nic nie daje. Załamka. Stracić kluczyki do auta to tak samo jak zgubić klucze do
domu albo zgubić min. 30 tys. złotych. W końcu mówię: Św. Antoni pomóż !!!
I .... ??? Wsadzam rękę do kieszeni kurtki a tam .... kluczyki! Sekundy temu sprawdzałem tę kieszeń i
tam nic nie było. Daleki jestem od cudów, ale to dość zastanawiające absolutnie!
Jest jeden Bóg. Nazywa się JEZUS CHRYSTUS. Zdzierżył katorgę krzyża za "wszystko". Chwała, chwała PANU BOGU! ... i tobie Antoni święty ... też. Już
drugi raz uprzejmość te mi czynisz.
Umocnienie
Pracuje nad tym. Właśnie temu służyć mają Msze św. poranne i Chrystus w Eucharystii.
Prośby w sprawach beznadziejnych Zanosi się do św. Judy Tadeusza.
Sprawa beznadziejna, to jet taka sprawa w której trudno jest przewidywać pozytywne zakończenie z ludzkiej miary.
Proszę od kilku dni Pana Boga o pozytywne zakończenie pracowniczej sprawy nie swojej ale żony mojej. Jeśli sprawa żony mojej nie zakończy się pozytywnie,
to może być to niezły kłopot ziemski.
Chodzę zatem za tą sprawą na mszę święte poranne a ponieważ jestem w stanie łaski uświęcającej wiarę w Boską, dobrą moc sprawczą mam nieskończoną.
Odmówilem Koronkę do Miłosierdzia, bo przecież mamy tydzień Miłosierdzia. Zaniosłem modlitwy do św. Judy Tadeusza. To JEST ten gość najwłaściwszy
od spraw beznadziejnych (już raz mi pomógł, dawno temu).
Mimo to, z ludzkiego zwyczaju, zastanawiam się co będzie, jeśli Pan Bóg nie
wysłucha mych próśb? Co wtedy będzie ? Jaka wtedy będzie różnica pomiędzy wierzącymi, oczekującymi Boskiej opieki (i jej nie otrzymującymi)
a tymi, którzy nie wierzą i nie muszą po ludzku niczego się obawiać z tego świata?
Znam Boga, który w obliczu niebezpieczeństwa lud swój suchą stopą przeprawia przez morze.
Mój stan łaski, w całej mojej nędzy jest stanem najwyższym z możliwych w którym najczyściej
mogę prosić Boga o pomoc.
Czy z dwóch kochających się osób, jedna może nie przyjść na spotkanie bez podania powodu lub wcześniejszego telefonu ? Nie może!
Bo to rozwali zaufanie. Pogrzebie i zapadnie się miłość w słusznych a niespełnionych oczekiwaniach.
---------------------
Stało się tak iż Pan Bóg wysłuchał mych próśb. Wszystko rozwiązało się pozytywnie. Rozumiem, że nie zawsze może tak być. Tym razem jednak plan Boży
okazał się tożsamy z oczekiwaniami ziemskimi. Mam nadzieję i chcę by z tego wyszła chwała Pańska. I tak niech się stanie.
Jest jeden Bóg. Nazywa się JEZUS CHRYSTUS. Zdzierżył katorgę krzyża za "wszystko". Chwała, chwała PANU BOGU! ... i tobie Judo Tadeuszu święty ... też.
Już drugi raz uprzejmość te mi czynisz. Heh. Święci są boscy.
"Tańcowały" diabły
Ze dwa dni będzie temu jak znowu dopadło mnie "widzenie". Niezamierzone i nieupragnione. Po prostu przyszło. Tym razem nie musiałem wzywać anioła stróża na pomoc, jak to czyniłem wcześniej. Czułem obecność wielu diabłów wokół. Ich nienawiść i bezgraniczne zło. Tyle, że to było jakoś tak, iż one (diabły) zamknięte były pod przezroczystymi kopułami (nie umiem tego nazwać inaczej) i pod tymi kopułami dokonywały "jatki" nad wieloma ludźmi, którzy również się tam znajdowali. Te "kopuły" to były jakby takie zbiorowiska ludzi po umownie sto albo tysiąc osób zamknięte w środku swoich światów. Słowo "jatka" tak samo trudno wytłumaczyć jak "kopuła". Chodzi o to, że diabły bez przerwy "bombardowały" ludzi pokusami, by zabić w nich człowieczeństwo, wolną wolę, świadomość, zdolność pojmowania prawdy, zdolność rozpoznania Boga. Patrzyłem na te "kopuły" z zewnątrz i przejmowała mnie groza. Ze mną było kilka osób. Trzy, może cztery. Wszyscy klęczeli. Powiedziałem do nich: "Módlcie się za mnie, bo może być ciężko". A powiedziałem to, bo miałem zamiar wejść do jednej z kopuł i "bić" się z diabłami. I chyba nawet uczyniłem krok do przodu ale wtedy wszystko się uspokoiło. Wydaje mi się, że przyszedł ktoś "SILNIEJSZY- DOBRY". A to znaczyć miało: nie musicie z nimi walczyć. Wystarczy, że powiedzieliście iż chcecie. Odszedł gdzieś strach przed diabłami (kopuły tkwiły na swoim miejscu i coś w nich wciąż się działo) ja wciąż byłem na zewnątrz ale bezpieczny.
40 dni postu 2012
Dochowałem 40 dni postu. Tak jak w roku poprzednim wyszedłem na pustynie i pokonałem diabłów. Nie było to łatwe. Nie udałoby się bez łaski Bożej. W tym czasie uczestniczyłem wielokrotnie we Mszy św. porannej z Komunią Sw. ciągu tygodnia.